***

Jak wygląda dłoń zwinięta w pięść? Zmarszczył czoło z rozmysłem: całkiem to logicznie pomyślane… Ciekawe. A jak wygląda dołek między szyją a ramieniem? Pięknie. A… wstał, gwałtownie odsuwając krzesło. Zaczął nerwowym krokiem chodzić po pokoju, pod jego stopami trzeszczały rozpaczliwie stuletnie dębowe klepki parkietu. Chwycił się za głowę, -jak mogłem… jak… jak wyglądają usta, kiedy się uśmiecha… kobieta?! Kobieta… Ty durniu! – trzasnął otwartą dłonią w stół, aż sterta naczyń składowanych od tygodnia zagrzechotała niebezpiecznie. – A jak wyglądają smukłe dłonie zawieszone w krótkiej refleksji nad klawiaturą fortepianu?… -spojrzał powoli w burą rzeczywistość sobotniego poranka. Z jego malutkiego mieszkania w kamienicy rozpościerał się widok na chyba wszystkie dachy w okolicy. Jego najbliższymi sąsiadami były kominy i wróble, przychodzące czasem po parę okruchów. Takie małe miasto z lasem pnących się w niebo kamienic, a on to wszystko ma pod stopami. Kiedy szukał dogodnego lokum dla natchnionego artysty, którym był, to ciche poddasze od razu przypadło mu do gustu. Widok na dachy i szary horyzont spowity mgłą, właściwie niewidoczny, bo zakryty gąszczem kominów, żadnych okien sąsiadów, nikogo. Staruszka oferująca wynajem też wydała mu się w miarę niekonfliktową osobą, także bez problemu zdecydował się na tę właśnie, spośród wielu ofert. Teraz stał wzburzony patrząc w monotonny bądź co bądź krajobraz za oknem i rozmyślał, słuchając chrobotu szczurzych łapek biegających po pokoju. Jego szare oczy analizowały niewidzącym wzrokiem równie szarą i zimną dal miasta, poprzecinaną pierwszymi dymami z kominów. Jesień na dobre zawitała w mieście i w jego małym mieszkanku, komunikując to raz po raz świszczącym oddechem uderzającym w okna. Mężczyzna wzdrygnął się  i podszedł do kominka, próbując trzęsącymi się z zimna rękami zapalić zapałkę. W końcu ogień zagościł w starym kominku, wypełniając ponury pokój rozdygotanym, ciepłym światłem, nadając mu nieco przytulny charakter. Siedzący przy ogniu mężczyzna powoli wstał, rozprostował nogi i podszedł do łóżka. Spojrzał za siebie jakby było możliwe, że ktokolwiek zapuści się na peryferia miasta i zawita nagle, bezgłośnie do jego klitki na najwyższym piętrze kamienicy… pochylił się i wyjął spod poduszki zwitek papieru. Spojrzał na niego krótko i ścisnął w dłoniach. Usiadł powoli na łóżku i pozostał w tej pozycji przez najbliższą godzinę.

Poznajcie Breta Bakkera.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *