make my wish come true

Można być głodnym i spragnionym ale i tak sytym. Na długie chwile zapomnieć że niedawno serce wystawione było na sprzedaż. Dzisiaj cieszyć się z bycia sobą i właśnie sobą, tylko sobą. Nie zaszczycać myśli wątpiących chwilą uwagi. Skupiać się wyłącznie na spełnieniu podstawowej potrzeby. Czuć się naprawdę spełnionym i móc umrzeć w tej chwili chociaż chętniej posiedziałoby się patrząc jak własne życie cudnie się rozwija. Kwitnie i rozkłada płatki jak mały pączek w pierwszych promieniach wiosny. Nie baczący na to że przyjdą mrozy. Wyciągający liście ku słońcu i grzejący się w jego miłości. Taki dzień w który człowiek grzeje się w miłości innych. Wtedy przychodzą święta, śnieg jest niepotrzebny i okazuje się że ich umykający duch wcale nie siedzi w dzwoneczkach. Nie ma go w zimowej aurze, nie ma w zapachu piernika i powideł. Nie przyprowadzą go do mojego serca piosenki świąteczne ani kolędy. Przyniesie nieoczekiwana ludzka życzliwość i dobroć. Ludzka, to jest taka całkiem spersonalizowana, taka tu, twoja. Życzliwość paru osób które swoją niewymuszoną dobrocią i życzliwością przynoszą istotę świąt do wszystkich serc z którymi się zetkną. Poruszają delikatnymi dzwoneczkami w rytm których łagodnie padają płatki bielutkiego śniegu. W tle brzęczy życzliwy śmiech i cały świat wiruje w radości z dzielenia się czasem.

Duch świąt chowa się w prostych i niewymuszonych czynnościach które wszystkim sprawiają radość. Kto znajdzie go w gorączkowym sprzątaniu i pieczeniu dziesiątego ciasta w panice że nie zdążę? Wszystko tylko po to żeby usiąść przy stole coraz bardziej pustym co roku i spojrzeć na twarze bardziej zmęczone niż rok temu. Zmęczone długim życiem, zmęczone sytuacjami które nie układają się nigdy tak jak by sobie każdy wyobrażał, zmęczone zmęczeniem i zmęczone towarzystwem które uparcie się kurczy. Wszystko po to żeby poczuć na chwilę smak suszonych grzybów w barszczu i pochwalić bez emocji że dobre. W coraz cięższej ciszy konsumować owoce wielkiej pracy wszystkich domowników i zastanawiać się co poszło nie tak. W którym momencie należało się zatrzymać i zastanowić nad sensem pogoni? Spojrzeć na swoją twarz w lustrze i ten jeden raz to ją właśnie obwinić o smutek będący udziałem wszystkich. Ją obwinić o rzadkie uśmiechy i ciężkie powieki. O to że święta będą i przejdą bez wyjątkowości jak co roku. Gorzej niż rok temu, lepiej niż za rok.

Pora zebrać wszystkie dobre myśli i emocje do słoiczka, zamknąć szczelnie i czekać spokojnie do Wigilii. Potem dyskretnie uchylić kolorowe wieczko i obdarować wszystkim tym dobrym co się dostało wcześniej. Rozdawać uśmiechy i kogo się kocha temu mówić że się kocha. Mówić obecnością, mówić słowami, mówić przytulaniem albo prezentami. Chociaż mamy różne sposoby dawania i odbierania, wierzę że dobre intencje się rozpoznają. Popłyną dobrymi falami we wszystkie strony i odkryją drzemiące pokłady dobra tam gdzie się ich nikt nie spodziewa. Nie żałować ani chwili, nie smucić się smutkiem, nie usprawiedliwiać go tylko przekraczać, nawet jeśli w oczach będą łzy. Łzy jak łzy, wyschną, a radość w sercu zamieszka na zawsze i będzie budzić się coraz częściej kiedy będziemy sobie dawać swój czas. Kiedy powiem jak to dobrze że jesteście. Jak dobrze że się uśmiechacie wtedy kiedy wam wesoło a płaczecie kiedy wam smutno. Krzyczycie kiedy jesteście zdenerwowani i wyciągacie rękę kiedy przepraszam. Jak to dobrze że jesteście ludźmi i to ludźmi którzy są zawsze wzorem. Foremką do wycinania pięknych ciastek, które każdy potem ze wzruszeniem bierze do rąk. Wzorem piękna którego nikt nie potrafi opisać, bo pochodzi z miejsca którego nie widać a które każdy zna, z miejsca w którym w zimie pada biały śnieg a w lecie słońce ogrzewa dojrzewające marzenia. Piękna które ukazuje się każdemu kto potrafi zobaczyć twój szczery uśmiech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *