.

Scena: stoi w deszczu. Jest ogromna ulewa. Patrzy na zegarek po raz piętnasty, patrzy w pustą ulicę i zawraca. Za niedługo jej zgarbiona sylwetka znika w strugach deszczu. Ulewa jest dobra. Zmywa resztki złudzeń z twarzy, słodkie słówka spływają do kanałów wraz z falami brudnej wody. Więc to tak jest na tym świecie: ktoś mówił, kiedyś… że wcale  nie jest piękny, że miłość nie istnieje, a przyjaźń tak samo. Dlaczego nie wierzyła? Nie wiadomo, pewnie nadzieja, ostatnia towarzyszka, mydliła oczy. Że jest tak, jak sobie wymyśli, że będzie pięknie i różowo. Spojrzała w niebo. Nie zobaczyła nic oprócz nieprzeniknionej szarości, rozpościerającej się jak płachta nad nią. Ta szarość zaciska się na jej głowie i szarpie ku sobie. Krople deszczu cisną się do oczu i gardła, które nie potrafi krzyczeć. Mokre włosy przyklejone do policzków i czoła. On nie wróci… nigdy. Ostatnia towarzyszka cię opuściła, gdzie teraz pójdziesz?

Zdejmiesz mokry prochowiec i w butach rzucisz się na łóżko. Będziesz spać trzy dni pod rząd, może trochę dłużej, może trochę krócej. Obudzisz się, kiedy słońce zaświeci Ci prosto w oczy i motyl wleci do pokoju. Wyjdziesz na puste, słoneczne ulice krzyczeć do nieba, które cię nie usłyszy, bo nie chce słyszeć. I znów się rozpada, jesteś sama, rozumiesz? Sa-ma. Idź szukać swojego miejsca gdziekolwiek indziej, ale nie tu. Tutaj nikt cię nie chce.

Stoi w deszczu… Nie patrzy na zegarek ani razu. Spogląda na pustą ulicę, zawraca na pięcie i wkrótce znika w strugach deszczu. Nie zobaczył już jej nikt.

2 thoughts on “.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *