absolute beginners

Niczego więcej nie potrzebuję, nic więcej nie zaoferuję. Nic czego można się chwycić i pokazać. Wszystko ulotne jak poranna mgła. Zrobię tysiąc zdjęć ale żadne nie uchwyci tego co czujemy od czasu do czasu. Od czasu kiedy jest niedobrze do czasu kiedy jest źle jest czas który mnie buduje i nadaje sens. Ten czas nazywam potocznie radością i naprawdę się nie wysilam żeby to opisać. Szybciej jest schować wszystko w sercu i odpakować potem, żeby aromat ciepłych emocji rozszedł się po całym wnętrzu, naprawiając to, co zostało z dużą siłą rozwalone. Twój śmiech jest tym czego nikt nie nazwie ale zawsze zachowa w sercu na niebezpieczny czas który może nadejść w każdej minucie. W najcięższej godzinie znajdzie się przystań zbudowana z twojej bliskości i milczącego zrozumienia. Milczysz bo słowa za dużo złego zrobiły na świecie. Milczysz spokojnie bo emocje szybko obracają się przeciw nam. Patrzysz w zimowe niebo i widzisz tam tylko niebo a ja czuję spokój które ono ci przekazuje. Przywodzi na usta bezcenny uśmiech który zaciera złe wspomnienia i już pokazujesz palcem wielki wóz. To jest ta chwila w której schną łzy i na sercu robi się lekko. Nie trzeba wiele ale uważam że to co małe jest najlepsze. Jak długo się uśmiechasz, wszystko będzie dobrze. Jak długo będziesz się uśmiechać, tak długo znajdziemy gdzieś rozwiązanie a twój spokój zawsze nas uratuje i wyrwie ze szponów autodestrukcji rządzącej po ciemnej stronie tego świata. Połkniemy smutki jak tabletki na ból głowy a z każdym porankiem będzie tylko lepiej, będzie silniej, będzie odważniej. Jedyne co się nie zmieni to twój spokój. To takie pewne jak fakt że jutro będzie następny poranek, niezależnie od tego czy do niego dożyję czy nie.

Twoja spokojna troska ratuje świat. Rozjaśnia twarze ludzi, rozczula innych. Pochylasz się nad tymi nad którymi nikt poza Bogiem nie ma ochoty się pochylić. Naprawiasz świat zaczynając od brudnej dziewczynki o mysich włosach która siedzi na dworcu. Spogląda na ciebie smutnym wzrokiem ale twoje serce już wcześniej podjęło błyskawiczną decyzję o ratunku. Dajesz jej swój spokój i uwagę, z której czystością intencji nie może się równać nic na świecie. Wyciągasz ręce a ona je przyjmie z lekkim strachem, ale wie że dzieje się coś niezwykłego. Daje ci się zbawić od codziennego cierpienia choć na tę ciepłą chwilę kiedy wciskasz jej do rąk ciepłą bułkę z cynamonem. Ona pewnie wróci tam gdzie była ale już inna, bo twoje dobro nie daje o sobie zapomnieć i każe się dzielić, tak żeby mogło go być więcej. Może ona umrze za niedługo z zimna, ściskając papierek z bułki. Nad nią pochylą się ludzie opiekujący się tymi których społeczeństwo dawno wydaliło ze swoich szeregów. Pomyślą ze współczuciem o jej nędznym życiu i spojrzą na zagadkowy nieruchomy uśmiech na jej twarzy. Ja będę wierzyć że usnęła szczęśliwa właśnie z powodu twojego rozlewającego się na wszystkich dobra. Będę widzieć że twoja wrażliwość płynie nieskończonym źródłem i choć nieraz nabierana przez podłość, nigdy się nie zniechęca i zaczyna od nowa zbawiać świat. Pokażesz innym jak wzruszać się śpiewem ptaków, pięknem zachodów słońca, ciszą, deszczem i dobrym jedzeniem. Posadzisz w ich sercach kiełkujące nasionka nowej nadziei która rozświetli ich twarze i przez chwilę będziemy mieć na ziemi trochę nieba.

W niektórych chwilach usiądziesz sam i cicho zapadniesz się w ramiona smutku. Tak bezszelestnie odejdziesz w rejony które znasz tylko ty i których nikomu nie pokażesz. Oddasz się we władaniu światu wiecznej ciemności i kłamstw które ciągną cię coraz niżej. Nie wiesz nic o promykach nadziei i o nowej wrażliwości którą ktoś teraz żyje dzięki tobie bo w ciemności tego nie widać. Będziesz szedł coraz dalej, zamykając za sobą kolejne drzwi i zamykając oczy w wiecznej melancholii. Kiedy już samotność oczyści cię i po emocjach pozostanie tylko cicha pustka, wrócisz powoli, zmęczony, niewyspany, bez nadziei i usiądziesz ciężko na swoim miejscu. Próżno będzie szukać w twoich oczach dawnych iskierek i zapowiedzi głośnego śmiechu. Nie będzie w nich wzruszeń nad pięknem rzeczy delikatnych i pełnych nadziei. Nic jednak nie trwa wiecznie, nawet twój smutek który każde żywe stworzenie dotknie swoją realnością. Będzie trwał w powietrzu dopóki nie przyjdę do ciebie. Ujmę twoją dłoń i pójdziemy po gwiazdach w stronę wieczornego nieba. Wsiądziemy w wielki wóz i popędzimy gwiezdną drogą do księżyca. Okrążymy cały świat i wrócimy nad ranem, wspominając spotkania na wieczornym niebie. Pozdrowimy niedźwiedzicę, odwiedzimy gwiazdy, pomachamy śpiącemu słońcu a wiatr splącze nasze włosy w spirale. Złapiemy w ubrania wszystkie zapachy świata, dowiemy się jak wygląda gdzieś indziej zachód słońca. Ściśniesz moją dłoń we wzruszeniu i niedowierzaniu. Znów wrócisz ty i twoja nadzieja. Ty i twoje naprawianie nienaprawialnego świata, który pędzi szybciej niż byśmy chcieli. Znowu w oczach zapalą ci się gwiazdki i zaczniesz od nowa swoją niekończącą się misję naprawiania świata, zapominając o bardzo ważnej osobie. O sobie.

Nic spektakularnego. Nic specjalnego, nic czym zachwyci się cała rodzina i przyjaciele. Tylko coś co rozwala serce na tysiąc kawałków tylko po to żeby każdy mógł się cieszyć z osobna. Całe ja rozczłonkuje się po to żeby móc przeżywać więcej radości w całkowitym zapomnieniu że istnieje poza tym świat. W tak wielkiej euforii że prawie powiem wszystkim jakie to jest niesamowite. Zapomnę na chwilę że należy się hamować i komuś powiem, nie przejmując się brakiem reakcji. Brakiem radości każdego kawałka istnienia. Wiem jakie to jest cudowne i na chwilę mi to starcza. Na chwilę starcza a na wieczność pamiętam, bo te radości zapisuję w sercu na miejscu uraz. Utwierdzam nimi swoją niesamowitą pewność że na pewno odniesiemy sukces. Nikt poza mną tego może nie wiedzieć, nawet ty milcząco możesz w to wątpić do dnia kiedy przyznasz mi rację. A do tego czasu jeszcze minie tysiąc popołudni, osiemdziesiąt sześć filmów, nieskończoność wzruszeń i mnóstwo rzeczy których nikt poza tobą nie zrozumie. Do tego czasu ciągła lekka rozmowa i bycie razem. Do tego czasu wywalanie swojej głębi z wielką obawą, która okaże się niepotrzebna. Tona wielkiego zrozumienia i tak dorosłe zdziwienie że ktoś to rozumie. Więc jeśli powiesz że mam biec to pobiegnę dla ciebie, jeśli chcesz jechać i nigdy nie wracać to pojadę dla ciebie, jeśli zechcesz wrócić, wróć. Wrócę dla ciebie. W absolutnym oddaniu jest szczęście które bardzo ciężko zrozumieć ale na pewno się opłaca dla tych ogników które uśmierzą wszelki ból, uspokoją płacz i nakażą słońcu wstać w środku nocy.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *