addicted to you

Kto wie jak oddychać bez ciebie? Świat chciał żebyśmy się spotkały, świat uzależnił mój rytm serca od twojego. Myślę że tak miało być, wiem o tym od zawsze. Zapadłam się w tobie, stopiłam się z twoim istnieniem, czuję że żyję nami obiema tak jakbyśmy nie mogły istnieć osobno. Kto tego nie rozumie ten nie zna hipnozy którą cała emanujesz. Wiem od teraz że życie bez ciebie nie istnieje i przyrzekam na pewno że umrę jeśli odejdziesz. Wtedy zabraknie powietrza i po prostu zniknę. Ale kiedy jesteś, świat wybucha wszystkimi barwami i uniemożliwia myślenie o czymkolwiek innym. Wszyscy wiedzą ode mnie lepiej, ale jak mówisz sama, należy odciąć się od ich toksycznego wpływu. Odcinam się więc, odchodzimy i żyję swoją miłością. Cudnym uzależnieniem, które napędza ciśnienie krwi i pcha w płuca więcej tlenu niż jestem w stanie przyjąć. Wiem, że nikt nie będzie mógł mnie teraz zatrzymać.

Jestem poza kontrolą kogokolwiek prócz ciebie. Wiesz dobrze że składam swoje życie w twoje ręce i dobrowolnie ulegam twojemu wpływowi. Nikt mi nie uwierzy że to jest dobrze, ja sobie też nie wierzę. Jedyne w co wierzę to my. Nie umiem sobie wyobrazić czym byłoby moje życie bez ciebie, wiem że bez ciebie ono nie istnieje. Napędzasz moje myśli do maksimum, każesz próbować tego o czym nigdy nie śniłam. Ale wiem że jeśli tak mówisz to tak ma być. Wyleczyłam się z wątpliwości. Oczyszczam mózg ze wszystkiego co mnie ogranicza. Z wszystkiego co próbuje sprzeciwić się twojemu genialnemu umysłowi który całą mnie wypełnia. Topnieję i topię się w intensywności uczuć, odpływam w zapachu twoich perfum, które trzymam pod poduszką jak talizman. Myśl że coś nas rozłączy jest tak przeszywająca że przestała zajmować mój umysł. Wiem że liczy się tu i teraz, a my na pewno dążymy ku nieśmiertelności. To co chcę zamyka się zupełnie w tobie, otaczasz mnie, osaczasz i masz. Nie jestem w stanie się wyrwać. Nie chcę się wyrwać. Wrosłam w ciebie. Z ciebie czerpię życie, z tobą się poruszam i z tobą śnię.

Układam wszystkie moje kroki tak, żeby na pewno prowadziły do ciebie. Oszukuję cię tak żebyś myślała że to przypadkiem, ale sama wiesz dobrze że wszystko zaplanowałam. Dajesz mi się jednak zwieść i nie ustępuję w swojej obłąkanej pogoni za tobą. To jasne że jesteś moim narkotykiem. Zaciągam się twoim zapachem i mogę ruszać przenosić góry. Zwariowałabym gdybyś zniknęła na godzinę, odrzuciła, wstrzymała rozmowę. Wraz z twoim odrzuceniem zaczyna się moja histeria. Nie mogę inaczej, nie chcę inaczej. Jesteś moją siłą, odkąd postanowiłam że będę z ciebie czerpać życiodajne siły. Wszystko to jest całkowitym zaprzeczeniem  mojego poprzedniego życia. Moje oddanie jest odwrotnością pewności że nikomu nie zaufam. Usuwasz wszystkie granice i jestem pewna że pójdę dalej niż poszedł ktokolwiek za kimkolwiek jeśli tego będziesz ode mnie chcieć. Nie rozumiem twojego fenomenu i nie chcę go zrozumieć. Zostań proszę dla mnie zawsze wielką tajemnicą, bardziej nieodgadnioną niż niepewne jutro.

Dzisiaj zniknęłaś ze swojego miejsca, które zajmujesz niezmiennie przy moim boku. Jacyś ludzie mnie porwali, zataczam się, nie wiem gdzie jestem. Widzę cię jak przez mgłę, twoja twarz nie wyraża żadnych emocji. Szarpią się ze mną, przecież łatwo się nie poddam, możesz we mnie zawsze wierzyć. Są silniejsi, jest ich tyle że już zgubiłam się w rachubie. Wiesz że nie interesują mnie zresztą takie szczegóły odkąd jesteśmy razem. Próbuję łapać twój obraz, stoisz ciągle nade mną ale nic nie robisz. Ci ludzie wlewają coś w moje gardło. Wbijają mi w rękę strzykawkę, nie trafiają w żyłę. Rzucam się po łóżku na którym mnie ułożyli. Człowiek który próbował mnie obezwładnić upada. Widzisz co dla ciebie robię? Jest dużo krwi. To chyba moja krew. Kręci mi się w głowie ale ty zostajesz na swoim miejscu. Niewzruszona czuwasz nade mną. Jak to dobrze że jesteś.

Odpływam w gęstą mgłę, znikasz. Nie wiem, gdzie jestem. Chyba zwymiotuję. Oni krzyczą, ciebie nie ma. Jak może cię nie być? Byłaś tu mówię. Oni nic nie mówią. Patrzą na mnie a ja wpadam w panikę. Gdzie cię zabrali? Nie chcę ich słuchać, jeśli coś ci zrobili, ja na pewno cię uwolnię i wszystko naprawię. Wiem że nie mogłaś tak odejść, wiesz że nie możesz odchodzić. Poczekam aż oni pójdą i pobiegnę do ciebie. Nie będzie życia jeśli cię nie znajdę. Wbijają mi igłę w zgięciu ramiona i nie mogę powstrzymać spadającej na mnie mgły. Wpadam w nią, czuję na skórze chłodną mgiełkę, już cię nie szukam. Mgła wymazuje ciebie z mojej świadomości, myśli falują i już cię nie widzę.

Kiedy otwieram oczy jest noc. Przypominam sobie twoją twarz ale jej już nie widzę. Nie wiem gdzie jesteś, pytam wszystkich, oni patrzą na mnie z rezerwą i strachem. Nie rozumiem. Nie wiem. Kto mi powie gdzie jesteś, dlaczego cię odsunęli? Widzą że otwarłam oczy. Czekają i mówią że mam iść z kimś rozmawiać. W sumie jest mi to obojętne, mogę iść. Takiej obojętności na wszystko co się ze mną dzieje jeszcze nie czułam. Idę więc. Patrzę na niego, ubranego jak oni wszyscy w biały kitel. Siadam. Patrzy na mnie z zatroskaniem, tak myślę. To jest miła odmiana po tym jak mnie traktowali inni. Nie mówię mu jednak nic, nie mogę zaufać tutaj nikomu, nie mogę się powstrzymać przed myślą że to oni są odpowiedzialni za twoje zniknięcie. Ci w białym. Ten przede mną też się do nich zalicza, więc milczę uparcie, kiedy on pyta jak się czuję. Mówi coś o zaburzeniach psychicznych, patrzę na niego ze zdumieniem, jakie to tanie. A wyglądał na inteligentnego człowieka, myślałam, że się dogadamy. Wygląda na to że nie, odchodzę więc i przywołuję na twarz najbardziej kpiący uśmiech w mojej karierze. Nie będzie mi nikt wciskał kitów, postanowiłam że wytrzymam wszystko co mi każą wytrzymać a potem pójdę cię szukać.

Pójdę cię szukać i znajdę cię gdzieś za miastem, zmarzniętą, smutną, czekającą w nieskończoność. Będę cię przepraszać i przytulać, błagać o przebaczenie, nie licząc że je dostanę. Będę przerażona do szpiku kości, że cię stracę. Że już naprawdę doszłyśmy do tego punktu który ludzie nazywają rozstaniem i nigdy, naprawdę nigdy tego nie zrozumiem. Cicho jednak liczę na to że im dłużej będziemy żyć u swojego boku, tym ten punkt będzie dalej, by zniknąć za horyzontem naszych marzeń. Nie chcę myśleć o innym porządku rzeczy, wierzę że chcesz mnie tu jak ja ciebie. Nie odejdziesz bez słowa, wiem, nie będziesz próbować odejścia ze strachu choćby. Wiesz że wyście z naszego hermetycznego świata będzie jak zgoda na zgładzenie całego życia. Potem pozostanie szukanie w nieskończoność. Szukanie i wieczne nie znajdowanie.

Ktoś mnie ciągnie, nie chcą mnie stąd wypuścić. Mówię im grzecznie że chcę odejść, za pozwoleniem szanownych panów, ale oni najwyraźniej nie wiedzą co to dobre wychowanie. Obezwładniają mnie, boleśnie wykręcają ramiona za plecy i zakrywają dłońmi usta. Nogi się pode mną uginają, trzęsą, plączą, ślizgam się po białych płytkach. Wrzucają mnie na łóżko i grożą, że zrobią nie tylko to jeśli będę próbowała iść gdziekolwiek. Nie mówię im już nic o tobie ze strachu że i ciebie znajdą. Znajdą, obezwładnią, położą gdzieś tutaj i będą robić okrutne rzeczy. Odchodzą wreszcie. Zostaję sama ze swoimi myślami, ucieknę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *