bezsenne noce, senne dnie

Przez zmęczenie wypełzające spod powiek, przez przeżyty dzień, przez dużo smutków i trochę radości mówię do ciebie. Może słuchasz, może już sobie poszedłeś i mam przed sobą tylko wizję naszej rozmowy, ale mówię. Nie ma to znaczenia czy słuchasz skoro ja chcę po prostu mówić. Skoro chcę nadać życie słowom i nowym znaczeniom w które te słowa się ułożą. Chcę wyrazić to czego nie umiałam wyrazić przez czas tak długi że nie pamiętam kiedy to wszystko się zaczęło. Będę mówić bo to bardzo ważne żebyś usłyszał co dziś odkryłam. Ze odkryłam brak słabości którą już oswoiłam i zdążyłam nazwać. Odkryłam brak słabości i oswajam się z myślą ze mam dość siły żeby zrobić coś. Jeszcze nie wiem co, ale cokolwiek to będzie, rzucę się na to i pójdę szybciej niż sądzimy. Siądziesz lub usadowię się z moim wyobrażeniem ciebie i opowiem jemu, bo komuś trzeba, wszystko co dzisiaj mi się przyśniło.

Teraz, u schyłku dnia, kiedy biję się ze zmęczeniem, nie zasnę. Moje kołaczące serce przypomina o rozmowie. Rozmowie w której więcej będę mówić ja. W której po prostu będę mówić ja, w której dowiem się więcej o sobie niż kiedy tylko słucham. Wiem, że słuchanie jest nużące, szczególne o tak późnej porze, po tak mocnych wrażeniach i emocjach które przyniósł miniony już dzień. Wiem też że będziesz słuchać mimo wszystko, nie okazując znużenia, i będziemy tak siedzieć póki gwiazdy nie zaczną blednąć. Będziemy siedzieć i spełniać głębokie pragnienia których nigdy nie nazwiemy. Wraz z mijającą nocą przeniesiemy naszą rozmowę na poziom niewerbalny, w którym wszystko jest oczywiste i spokojne. Na chwile nie będzie pragnień ani lęków, nie będzie radości ani smutku, będzie tylko cisza w której spełnimy na chwilę wszystkie marzenia świata.

Spod lekko tępego bólu głowy opowiem ci o samotności. O wszystkich jej odmianach które przeszłam z powodu relacji z ludźmi. O całej rozpaczy która mnie wtedy niosła tak jakby naprawdę nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Leciałam na skrzydłach tej smutnej siostry, która obróciła ku mnie głowę w locie i powiedziała: – Nie bądź taka pewna.
Potem leciałyśmy dalej i ja musiałam zweryfikować swoją depresyjną pewność, bo nie ma takiego smutku, żeby po nim nie mógł nastąpić smutek o wiele gorszy. Opowiem ci że wtedy wszystkie telefony były naprawdę wyłączone, a twój najbardziej. Wtedy opadałam na skrzydła mojej wielkiej jak wieloryb rozpaczy i pozwalałam się jej nieść w stronę spokoju. Smutnego spokoju, który kładzie głowę na mokrej poduszce i chociaż nie daje nadziei, jest lepszy od tracenia jej.

Może opowiem ci o poczuciu niższości które wynikało ze wszystkich wydarzeń. Bycia gorszym, słabszym i wreszcie zbyt smutnym żeby zobaczyć że to nieprawda. To takie uczucie które jest naprawdę odwrotnością miłości. Wciska w ziemię i idzie się coraz ciężej, bo zamiast butów są bloki betonowe. I tak samo jak z rozpaczą, da się z nim pogodzić. Skoro tak jest to tak jest, skoro Bóg nie chce wysłuchać próśb o więcej siły to widać tak musi być. Widać tak stworzył to co chodzi po ziemi, jedno słabsze drugie silniejsze. To słabsze trochę smęci po to żeby silniejsze rosło w siłę. Wiesz może jaki jest w tym sens? Moje prywatne poczucie niższości było dużo mniej rozmowne niż rozpacz. Mruknęło tylko, pokręciło głową i popędziliśmy głęboko pod chodniki po których chodzą silni ludzie, żeby się zjednoczyć na długi czas. Na wystarczająco długi czas żebym uwierzyła w takie przeznaczenie i w przeznaczenie w ogóle. W gorszy typ człowieka, w mniejsze możliwości, w większe słabości. W mniejsze szczęście, mniej prawa do miłości a najmniej do wzajemności.

Potem przejdę powoli do smutku. O smutku tak dojmującym że aż kłuje i ten ból czuć w całym ciele. W smutku ze zranienia tak precyzyjnego jaki zadać mógł tylko ktoś kto ci powiedział kocham. Albo chociaż powinien. Chociaż raz. To tak jakbyś pchnął nożem raz a głęboko i przekręcił ten nóż osiem i pół razy w żołądku. To tak, żeby nie umrzeć ale wykrwawiać i wyniszczać się samemu powoli. Zostawiać świat w niesamowitym cierpieniu spowodowanym brakiem zrozumienia dlaczego. Ale tutaj w ogóle nie można spodziewać się odpowiedzi. Wiesz, takie sytuacje są jak spotkanie z głazem. Chociaż nie, głazy bywają bardziej rozmowne. Głazy słuchają, kamienie nic nie mówią a jeśli zranią to naprawdę nieumyślnie. Ten szczególny rodzaj smutku, który wprowadza w naprawdę ciężkie doświadczenia bólu ciągnące się wiekami, trzeba umieć sprawić. Trzeba chcieć sprawić i zrobić to z pełną premedytacją. Jedną rzecz trzeba jednak pamiętać, potem nie ma odwrotu. Po prostu nie ma.

Na koniec niezawodny spokój. Spokój który przychodzi wraz z pogodzeniem się. Wraz z kocham cię które zmywa wszystko co było i jest jak słońce bo tygodniowej burzy. Czaruje tęczę od ciebie do mnie i przywraca mi wiarę w to co może nigdy się nie zdarzyć. Jednak w tej chwili tego nie wiem i z całą odzyskaną energią wierzę w to że co złego to nie życie. Co złego to nie ludzie, co złego to na pewno nie brak ogarnięcia samego siebie. Znowu najgorszym problemem będzie wstawanie rano i minuty pędzące na łeb na szyję. Nic złego dla mnie aż do następnego które zaskoczy mnie z taką samą siłą jak wcześniej. Skądś jednak wydobędzie się siła zdobyta dzisiaj i czasem będzie mniej boleć. Zbuduję sobie z niej armię dla samej siebie i będę mogła znowu dziwnie marzyć że nic gorszego już się przecież nie może zdarzyć.

Potem pójdziemy spać, pięć minut przed tym jak ptaki wstaną i nie będą dawać nam zasnąć. Pięć minut przed kryzysowym momentem który określa stan wyspania na dzień następny. Pięć minut przed niemożnością zaśnięcia i wpędzenia w dziwny stres który ona powoduje. Pięć minut przed paroma nieuważnymi słowami które powiesz ze zmęczenia a które nie pozwolą mi spać przez następny tydzień. Przez które znowu będą koszmary w dzień i w nocy, przez które pofrunę na czerwonych skrzydłach rozpaczy, która podważy znowu moją pewność że już gorzej być nie może. Zawsze może, słowa nie stracą nigdy mocy, życie nie stanie się dla nikogo łagodniejsze. Malarze nie spostrzegą jak muzycy głuchną a wielkie miłości rozpadać będą się w proch i zawodzenie sierot. Na szczęście obok uśmiecha się moja druga niefrasobliwa siostra. Moja nadzieja że kiedyś może być też dużo lepiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *