bezsenność

Śpij dobrze, póki cię nie znajdę. Póki nie pójdę po prostej ścieżce z mojego okna do twoich snów. Utulę mocno, zwołam wszystko, co kochasz i przyłożę do twojego ucha. Śpij… zagram ci piosenki, ukołyszę, posłucham twojego serca. Wybija rytm nocy, kołysze każdą ćmę, która próbuje się do ciebie dostać. Urwę im skrzydła, jeśli chcą, abyś przestał spać.

Przyjdę i wymaluję ci obraz naszych marzeń. Wielkie jeziora, zielone lasy, dom – to nasz, gdzieś ja pięknieję, gdzieś ja błyszczę i ci się podobam. Gdzieś pada deszcz w lipcu. Ciepły jak nigdy przedtem. Nadałeś lipcowi smak szczęścia. Twoje ręce lepią spokój. Zanurzam w nim twarz i znowu płynę, rozpływam się w letnim powietrzu. Stworzymy brak znaczeń, stworzymy ciepło i bezpieczeństwo. Tutaj cały czas pachnie letnim wieczorem. Pola nie są rozcięte drogą, zboża nie są ścinane, nie zapominamy. Oczy – niebo, usta – przystań, ramiona – ucieczka. I tu jestem. Trwam. Czujesz ten błogostan? To tak, jakbyśmy szybowali. Nie chcę nic więcej. Cisza mi wystarcza. Cisza, twoje ręce, leżysz tutaj.

Ja ci pomogę. To nie do zdobycia. To do dostania.

b2d35d34d38d8698a893236c4ab1434c

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *