ciężko

Tylko w chwili słabości widać, jak to ciężko. Ciężko chwilami, kiedy emocje wydobywają się na powierzchnię i mieszają w twarzy. Nie dają się powstrzymać, wypływają i zdradzają pierwszemu lepszemu. Zerknie i obróci się szybko, bo to całkiem nietaktowne, tak nad sobą nie panować. Przed nieznajomymi i znajomymi. Swój ciężar trzeba dźwigać, nie użalać się i nie myśleć. Myślenie napędza uczucie współczucia dla siebie. Napędza poczucie beznadziei w jakiej znajduje się jednostka, to jest ja. Jednostka każda z wyjątku poza mną zapewne tak ma. Myśleć nie warto, nie powinno się, nie trzeba. Jeśli myślisz, myśl o czymś dobrym. Czasami się nie da cieszyć tym, że ciągle żyjemy, że jest lato, latają ptaki i jest dobre jedzenie. Wtedy warto ucieszyć się chociaż tym, że już za 4 godziny będziesz po pracy. Będziesz po pracy i całą siłą samozaparcia oraz pracy nad sobą która żąda pochwały zabierzesz się za coś innego niż leżenie na łóżku i oddawanie się filmom czy książce. Może w życiu właśnie chodzi o to, żeby się przeleżeć na tym łóżku i stwierdzić w końcu, że bez przesady. A może niektórzy znajdują w tym sens swojego istnienia. Nie potępiam więc leżenia na łóżku, wiem jedynie że mnie ono służy nieszczególnie. W każdym razie nie w ilości większej niż godzina dziennie.

A może my jesteśmy po to, żeby innym ludziom było lepiej. Staram się wierzyć w to, że każdy, jako jednostka lub jedna z osób w grupie, ma jakieś znaczenie na to jak potoczy się czyjeś życie. Jak nie życie to chociaż jedna myśl. W końcu nie trzeba tak wiele, żeby człowiek się uśmiechnął. Wydaje mi się, że im więcej sam robi ze swoim życiem, tym więcej uśmiechu gości na jego ustach. Uśmiech zamazuje na chwilę myśli nad tym, jak ciężko bywa czasami. Faktycznie ciężko, bez gadania, bez użalania, obiektywnie bardzo ciężko. Tak, że wszystkie mięśnie napinają się, zęby spotykają w morderczym uścisku. Wtedy tak naprawdę nic nie pomoże, tylko przerwać błędne koło, do którego zaprowadzi rozważanie własnej niedoli. Nie pomoże niestety myślenie o tym, że inni mają gorzej. Sądzę że każdy nieszczęścia ocenia według własnej idealnie spersonalizowanej skali. W wielu sytuacjach wolałam być na miejscu człowieka, który był kompletnie załamany. Wydawało mi się, że nie ma czym. Ale mój powód, oj, to co innego. Każdy nosi swoje cierpienia. Nie zawsze mówi o tych najgorszych. Mówienie przy nich nie pomaga. Obnaża. I ukazuje drugiego człowieka jako niedojdę, z dobrymi intencjami, ale jednak niedojdę. Prostych rzeczy nie rozumie. Nie połączy się w cierpieniu, nie odczuje. Pokiwa smutno głową, myślami będąc gdzie indziej.

Dlatego lepiej nie mówić. W mówieniu jest naprawdę dużo niebezpieczeństwa. Jak coś powiesz to to zaistnieje, przeniesie się do świadomości innych ludzi, zaczną cię postrzegać przez pryzmat twojego bólu. Ból kojarzy się z nieporadnością. Mimo wielu szczerych intencji rozmówcy zawsze się tak skończy. Nie szkodzi. Przecież nie mówimy nic byle komu, prawda? Z wszystkim da się żyć. Da się oglądać zachody słońca, chodzić na spacery, do pracy, realizować marzenia i marzyć dalej. Ten bolec tylko tam sobie siedzi i czeka, aż znowu zaczniesz myśleć. A tak dobrze leciał czas, kiedy nie myślałeś…

Jak się nie da niczego z tym zrobić, to trzeba robić swoje. Jak się da, to trzeba obmyślić plan działania i mimo lenistwa trzeba działać. Najgorzej zawsze jest zacząć, nie dość że w to ufam, to to wiem. Po trudnym początku jest trudna kontynuacja. Tak łatwo zapomnieć o czekającym na końcu drogi spełnieniu i szczęściu. Tak łatwo zapomnieć, co już się udało osiągnąć. Co uszczęśliwiło na chwilę a potem popadło w zapomnienie i wprawiało w zakłopotanie. Czasem sprawiało ból. Ale kto kiedykolwiek żałował spełnionego marzenia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *