czepialstwo

Boję się pustej kartki. Za chyba każdym razem, kiedy postanawiam coś tutaj napisać, zawieszam moment, w którym patrzę na to, co już napisałam i opublikowałam. Opóźniam chwilę, w której spojrzę na straszny, biały, pusty edytor. Czekający na ten jeden odważny ruch, w którym zawsze czai się szansa, że przegram z zamierzeniem napisania. Kiedy słowa naprawdę utykają i wydobywają się powoli, nie mając jednak żadnego sensu. Tworzone z wysiłkiem, z wysiłkiem na marne. Ale nie o tym dzisiaj.

Dzisiaj o ludzkiej życzliwości. Życzliwości, w którą co dzień wierzyłam. Wiedziałam i widziałam, choćby czytając wszelakie komentarze w internecie, że ludzie potrafią naprawdę się… czepiać. Byle czego, czasami mam wrażenie, że dają dzięki temu czepialstwu upust emocjom. Ale mimo wszystko, w głębi sądziłam, że to taka fikcja. Że internet a prawdziwe życie to dwie różne sprawy. Czy popadnę w skrajność jeśli dziś stwierdzę, że się myliłam, bardzo myliłam…?

Oczywiście, nic nie bierze się z niczego, taka nagła zmiana mojego zdania też nie. Miała na to wpływ dzisiejsza, niezbyt przyjemna sytuacja, kiedy pewien starszy pan zarzucił nam, że włamujemy się na parking pod blokiem. Miałby rację, gdybyśmy w tym bloku nie mieszkały. Do porozumienia nie doszło, a ja głowię się od tego czasu, jakie ten człowiek mógł mieć pobudki, żeby nam w nieprzyjemny sposób zwracać uwagę, zarzucać włamywanie się, kradzież czyjejś własności (jaką oczywiście jest przestrzeń pod blokiem, to jasne)? Pytanie, czy taki ktoś ma na tyle wysokie mniemanie o sobie, że uważa się za kogoś, kto może ocenić w lot intencje i prawa człowieka, którego widzi po raz pierwszy w życiu? Każdy z nas choć raz podobny błąd w życiu popełnił, to jasne. Ale zazwyczaj takie ocenianie i szufladkowanie odbywa się w głowie. I zazwyczaj dochodzi się do pewnych wniosków a nie prze w zaparte… Moim zdaniem, pan był z tego samego sortu ludzi (tak, oceniam), jak ci internetowi kłapacze. Mówią i mówią, oceniają, wylewają wiadro pomyj na czyjąś głowę, kto naprawdę nawet się o to nie prosił. Może zniżam się do ich poziomu, próbując ich zrozumieć i komentując ich zachowanie. Może, ale uważam to zjawisko za dość ciekawe i chciałabym zrozumieć, co tymi ludźmi naprawdę kieruje. Mogę w tym momencie przytoczyć sprawę z mojej rodziny. Jest w niej jedna osoba która jest święcie przekonana o własnej, dość wysokiej, nieomylności i o prawie zwracania innym uwagi. W nie zawsze wysublimowany sposób. To jak? Pamiętamy ciągle o przysłowiu „w oku bliźniego drzazgę zauważysz, w swoim belki nie widzisz”? Chyba nie. Przemknęła mi przez głowę myśl, że chore przekonanie o swojej nieomylności, jest przywarą ludzi starszych. Ale nie, cofam to, ostatecznie w Internecie widać jak na dłoni, że przesyceni jadem komentujący są w różnym wieku. Przyczyna takiego zachowania więc nie może być jedna. Więc co? Może to będzie potrzeba dowartościowania się, przekonanie o prawie do upominania wszystkich wokół, usprawiedliwienie się, mogę wymieniać w nieskończoność…

A wniosek jest dla mnie jeden. Taki z dzisiaj. Dobrze, że tacy ludzie są. Nie dlatego, że samo zjawisko jest przyjemne, ale skoro już jest, to znaczy że może zdziałać coś dobrego. I ja z dzisiejszego coś wyciągnęłam. Nie boję się konfrontacji. Uczę się zachować spokój w obliczu jakichkolwiek zarzutów dopóki ich nie usłyszę do końca. Nie wycofuję się ze strachem.

Dziękuję więc starszemu panu, nam życzę owocnego wykorzystania nieprzyjemnych sytuacji.

A sobie paru nowych osób na blogu, niech będą i hejterzy. Nieważne jak mówią o tobie, ważne że mówią.

One Comment

  1. mo

    o bubersony! kiedy ty się boisz pustej kartki to ja drugi raz sprawdzam stronę, czy już napisałaś. i jak możesz okrutnie przeciągać te chwile? to okropne (e, słaby hejt)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *