dopóki jestem

Jesteś tutaj po to żeby obalać stereotypy. Powtarzane z uporem stwierdzenia z czasem zostają uznane jako reguła. A ty jesteś tu po to żeby zrobić rewolucję której nie poprze nikt. Od której odwrócą się wszyscy, odżegnując się ze świętą miną, tak się nie robi. A ty tu jesteś i stoisz pewnie chociaż serce w środku trzęsie się i zaraz wyskoczy. Sto tysięcy razy się cofasz i marzysz tylko o bezwzględności i ambicji której nic nie może przebić ani pokonać. Stoisz i patrzysz na ludzi którzy przechodzą obok, całkiem niewzruszeni, piękne pomniki odwagi. Idziesz i nadal pragniesz tylko spokoju, żeby tylko się to skończyło, żeby trochę odpocząć, dostać warunki do życia odpowiadające charakterowi o który się też nie prosiłeś. Ludzie w istocie są okrutni i nie wiem czy istnieje ktoś kto od urodzenia do śmierci pozostał obojętny na okrucieństwo. Ludzie są okrutni dla innych ludzi, sami oczekując delikatności, miłości i przyjaźni. Ostrze złości wycelowane w drugą osobę wydaje im się jedynie dyscyplinarnie niebezpieczne, kiedy w rzeczywistości przebija serce jak nóż miękkie masło. Złość wycelowana w inne serce które się napatoczyło z zaniedbaniem właściciela opuszcza człowieka zdenerwowanego i z całą siłą miażdży klatkę piersiową nieszczęśnika. Obezwładnia strachem lub wprawia jedynie wnętrzności w drżenie a myśli w bieganinę. Wiatr jak z północy wywiewa wszelkie ciepło i radość z życia, pozostawia stres, smutek i roztrzęsienie. Zostajesz potem z tym bagażem a drugi człowiek odchodzi z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku konfrontacji z czarną winą. Ostatecznie wina nigdy nie leży po stronie agresora. A jak leży to się do tego nie przyznaje. Bo nie leży. Idziesz więc powoli i dziwisz się dlaczego to ty i na ciebie spada najgorszy sort ludzi z którymi nie potrafisz się rozliczyć, liczysz więc razy w plecy, czekając aż się to tak czy inaczej skończy. Albo odejdziesz ty albo on. I tak idziecie.

Co powiesz na to żeby pobiec? Po prostu snujące się pod tobą, słabe nogi wyciągnąć przed siebie i spróbować pobiec. Wzbudzić sztucznie determinację, wmówić sobie że umiesz, pobiec, zostawić siebie za plecami. Zrobić to co robi każdy postawiony przed dramatycznym wyborem. Poddać się całkowicie albo iść w zaparte, iść w trudne, iść w ścieżkę której nikt wcześniej nie przeszedł. Biec na przekór swojemu strachowi, nie patrzeć mu w twarz, wiedzieć jaką ma siłę. Pokaż mu zęby. Warknij, zrób się zwierzęciem które instynktownie wie jak zareagować na niebezpieczeństwo. Nie kul się jak mysz pod miotłą, bo tam wcześniej czy później cię znajdzie, wypatroszy, zabawi i wypije krew. Tyle będzie ciebie, jutro zapomnimy, nie zdążysz ostygnąć a pamięć uleci razem z twoją duszą w miejsce wieczne. Biegnij więc, przecież obłazi cię sfora psów, próbująca kąsać i urwać coś dla siebie. Zerwij się i biegnij, uciekaj ale rośnij w siłę, zostaw je za sobą w bezpiecznej odległości. Ulokuj z tyłu głowy, niech ich obecność tylko muska twoją świadomość. Niech łaskocze delikatnie i stymuluje do ciągłego wzrostu siły. Cel jest wysoko w chmurach, cel jest w niegasnącej pamięci i pięknym życiu dopóki jesteś i jeszcze długo potem. Teraz biegnij i goń swoje piękne chwile odpoczynku, uciekaj przed batami czyjegoś braku wrażliwości. Ich twarze wygięte złością zostaną daleko w tyle, tam gdzie w końcu twój wzrok nie sięgnie, bo urośniesz nad swoją i ich słabość. Odetchniesz lekko, bieg w końcu nie męczy aż tak, biegnij.

Stań wyprostowany i spójrz w gwiazdy. Powędruj cały, ciałem i duszą do gwiazd. Wyfruń stąd i otrzyj się o ich ciepło. Pochłoń ich spokój i wieczność. Weź w ramiona ich wielkość i ściśnij przy sercu. Spokojne i niewzruszone, umierają cicho, rodzą się cicho. Z ziemi wszystko jest tylko mignięciem, smugą światła, kiedy one naprawdę wybuchają. Budzą się spektakularnie i zasypiają spektakularnie, ale tego nie widzimy, mamy do nich tak daleko że w swojej naiwności uważamy je za piękne, małe światełka. Widzisz? Wszystko jest kwestią perspektywy. Wszystko jest kwestia wiary i dlatego tam stoisz, dlatego je potrafisz objąć. Dlatego czujesz tylko lekkie ciepło, kiedy przyciskasz żywy ogień do serca. Przezwyciężyłeś codzienność, odszedłeś daleko od tego co kiedyś było codziennością. Dopóki jesteś wszystko jest możliwe, dopóki biegniesz docierasz do gwiazd, tylko nie zwalniaj. Oni będą cię dosięgać, taka jest natura wszystkich istot na ziemi, stań się tylko nieosiągalny. Uśmiechnij się bo dla mnie jesteś cały miłością i uśmiechem a ten kto uważa za swoje prawo godzenie cię złością niech zostanie z nią tam gdzie był. Tam jest tylko płacz, zacofanie i wielkie nieszczęście. Najpierw ty. Jedność to spójność jednego człowieka. Zbieraj swoje kawałki, podnieś stopę i biegnij, chwyć w ręce godność i biegnij. Dopóki biegniesz, jesteś bliżej celu. I potem następnego. Coraz silniejszy, coraz większy, niezniszczalny. Dopóki jesteś.

1

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *