dzisiaj to możesz być ty

Dzisiaj apel o śmiech. Ile go będzie, tyle go będziemy mieć. Im częściej się śmiejesz, tym częściej zrzucasz z siebie brud dnia i to, że w pracy trzeba siedzieć tak długo. Im więcej złapię dystansu do siebie, tym bardziej dopuszczę ciebie do mnie. Ciągle mając inne sprawy na głowie, nigdy nie zastanowię się nad tym śmiechem. Śmiechem razem, uśmiechem samej sobie, kiedy o śmiechu razem sobie przypomnę. O całej mocy, którą da się z tego czerpać, niekoniecznie narzekając na świat. Narzekanie nikogo nie wyzwoliło. Stawiam tezy bez dowodów, ale co z tego. Niech ktoś mi udowodnił, że wieczne (lub nawet chwilowe) narzekanie i utyskiwanie go z czegoś wyzwoliło. Poczuł ulgę po określonym czasie narzekania. Nie, nie dość, że nie wyzwala, to odstrasza. Odstrasza a potem jest już za późno. I, jak to mówią, ucieczki nie ma. Nie ma, basta, koniec, endung.

Nie dziadziejmy. Starzenie się często ma niewiele wspólnego z wiekiem. Znam paru starych ludzi w moim wieku i mogę z powodzeniem wymienić ludzi ode mnie starszych w metryce, których nie nazwę nigdy starymi. Umrą jako młodzi ludzie i każdy będzie po nich płakał jak po młodym. Pociągną za sobą czarny tłum i wielką pustkę. Ludzie ponadczasowi, tacy, których kochają nastolatkowie, panie z menopauzą i bezzębni koledzy z rocznika. Jeśli ktoś ma patent na życie to oni. Żeby obedrzeć tę wypowiedź trochę z patetycznego nalotu, który nadaje tej postawie nieco nieosiągalny  charakter, powiem jedno. Znam takich ludzi. Młodych, pełnych życia, pomysłów i radości. Ludzi, którzy na pewno tak o sobie nie myślą. Ciągle wymagają od siebie coraz więcej a dla mnie są inspiracją. Są dalecy od ideału i dlatego dla mnie piękni. Do schowania w kieszonce. Ukochania.

Wiecie, co według mnie jest najgorsze? Dać energii, optymizmowi i radości odpłynąć w dal i nigdy już nie wpuścić jej z powrotem. Uwierzyć złemu, że nie ma dla nas nadziei, a piękne osiągnięcia innych mogą być co najwyżej obiektem smutnej zazdrości. Dać sobie wmówić, że „ja tak mam”, nigdy nie będę miała tych możliwości, co inni, bo oni na pewno są silniejsi i bardziej uzdolnieni. Ludzie ich bardziej lubią, mają więcej pomysłów, potrafią siąść, skupić się i napisać książkę. Za jakiś czas rosną do rozmiaru strasznych herosów, nadludzi, nieludzi, gwiazd. A ja stoję tutaj, zwykła szarzyzna, nie wybrana w losowaniu na ulubieńców świata.

Mam problem z mobilizacją. Szkoda, że nie potrafię przełożyć marudzenia na mobilizację. Szkoda, że marzyć potrafię o wielkich rzeczach, a inne robię po najmniejszej linii oporu. Szkoda, ze postanowienia rozmywają się w wirze obowiązków wypełnianych na ostatnią chwilę.  W całym świecie zarzuconym utrudnieniami jest jedno, niezauważane, taka mała, wredna pluskwa. Ta pluskwa to moje „nie dzisiaj, bo dzisiaj jestem zmęczona i nie mam czasu”. Moje, twoje. Największe i najmniejsze utrudnienie. Ciężko uwierzyć, że moja doba ma tyle samo godzin, co doba Beyonce.

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *