give a little love

Dark to light
A thousand stars collide
You and I
Were made to feel alive

Jest tak, że lepiej nie mówić „jest”. To przypomina bardziej zwisanie na pajęczynie utkanej z krótkich chwil spokoju, że jakoś to będzie. Pajęczyna jak to pajęczyna, lepi się do rąk, ale lepiej jej nie odklejać, bo znowu spadnę do czarnego strachu, który mówi że to już dawno koniec. Ja wierzę temu strachowi. Myślę nawet że to nie strach a efekt zwykłego, racjonalnego myślenia, które prowadzi do słusznych (choć smutnych) wniosków. Wierzę strachowi, ale jak każda istota na ziemi nie chcę nawet patrzeć w jego stronę. U mnie strach ma wygląd i konsystencję ropy. Rozlewa się pode mną, gotuje się i bulgocze, mieni się niezdrowo i fascynująco. Wpadnę tam, to jest pewne, strach stanie się rzeczywistością, moja dotychczasowa rzeczywistość rozpuści się we wrzącej substancji i będę budować życie na nowo. Czepiam się z desperacją rozwiązań, które powinny uchronić mnie przed upadkiem, szukam pocieszenia, ale to wszystko na chwilę. Na chwilę, bo zaraz patrzę w dół a tam mój strach. Wydaje mi się coraz mniej lękiem na wyrost i zupełnie nie współgrającym z rzeczywistością wymysłem mojej chorej głowy, a coraz bardziej napierającą rzeczywistością, która mówi mi prosto do ucha „poradź sobie”. Poradzę albo nie, ale żyć trzeba. Trzeba i się chce, żyć będę co by się nie stało, ale co to za życie. To takie życie, które wydaje mi się naprawdę przytłaczające. Takie życie na pół, na ćwierć, w cieniu siebie. Byle być mniej widocznym, mniej cierpiącym, mniejsi może mniej cierpią. Być więc takim małym jak się da, myśleć jak najmniej się da, leżeć tylko i egzystować. Wyczesywać z włosów tę przeklętą smolistą substancję do końca egzystencji. To będzie wszystko, zupełnie wszystko…

But they took your smile and knocked you down
It’s like the secret was forgotten

To takie smutne, że nawet ty, patrząc z boku, prawie płaczesz. To smutne i niesprawiedliwe, tak po prostu bywa, teraz tak po prostu jest. Co masz zrobić kiedy nie wiesz, co mi powiedzieć? Załamujesz ręce razem ze mną i słuchasz po raz setny, tysięczny i milionowy tej samej opowieści. Szukamy rozwiązań, jakichś luk, czegokolwiek, co możemy zrobić, ale mam wrażenie że wiesz, nic to. Przykre jest, że starasz się, starasz, aż ci żyłka na czole pulsuje, ale nic to. Nic, bo na koniec końców zostaję z tym wszystkim sama. Tak, jak każdy rodzi się sam i umiera sam, tak ja teraz sama. Czy znasz drugiego człowieka którego trudniej złamać? Ty jesteś nie do złamania. Ja nie, ja jestem do złamania jak sucha trzcina pod glanem chłopaka. On nawet nie będzie wiedział, że złamał trzcinę. Tak samo ja się złamię, niezauważenie dla świata, tak się złamię i powoli odejdę. Zapewne odejdę. Kto nie odejdzie? W końcu na każdego z nas jest czas. Także ja odejdę.

But if you give a little love
And if it’s with an open heart
It’s all you need to set you free
Yeah, it just makes sense to me

Wiesz, kiedy trzcinę jest złamać trudno? Wtedy, kiedy nie jest sama. Złóż jedną do drugiej, i jeszcze do jednej i spróbuj złamać. To proste, stare jak świat ale zapominam na co dzień, że ja i ty i ty i ty jesteśmy tak bardzo niezniszczalni. A ty pamiętałeś? I gdzie ta pajęczyna, skoro już mnie z niej wyciągasz. Co tam lęk, oddala się i migocze holograficznymi barwami. Kusi, żeby jednak w niego wpaść i zapaść się do środka, nigdy nie wychodzić ze swoich ciemności. On kusi a ty zupełnie stanowczo mówisz, że nie ma na świecie nic bez rozwiązania, nie ma ciemnego dnia bez jasnego promyka słońca, nie ma ciemnej nocy bez iskierki światła na horyzoncie. Nie ma mnie bez ciebie, nie ma wyciągniętej dłoni której nie uchwycę, nie ma siły która nas złamie, kiedy my razem. Widzisz, kiedy spadasz w lęk, ja tam już czekam i łapię. Lądujesz, jest nadzieja, jest nowy dzień. A pojutrze ja spadam, bo się poddaję szybko (wiesz o tym), cieszę się z bólu (kto nie lubi się nad sobą poużalać, chociaż czasem), ale mnie łapiesz. Czy jest lepsze uczucie od tego, że ty zawsze jesteś? Mówię ci, że nie.

Potem będzie wielka radość, bo strach okaże się irracjonalnym tworem, próbującym cię zniszczyć. Złe wspomnienia puścisz w niepamięć i postarasz się traktować jako lekcję, a teraz celebrujesz sukces. Przy radości ty i ja, i ty i ja i ty, przy smutku my, to jest ja i ty i ty i ty. Czy łatwiej być w smutku, czy w radości? Sama nie wiem, wiem na pewno, że trudno osobno. Nie myślę o tym jednak, nie da się osobno. Dla mnie nie ma osobno. Jak smutno, to ja jestem, jak wesoło, to ja będę, jak odrzucisz, to ja dwa kroki za tobą. Jak smutno, to ty jesteś, jak wesoło, to będziesz… Ty krok w krok ze mną, tak, jak powinno być.

 

Cytowane teksty z piosenki: Give a little love, Andrea Faustini
Zdjęcie: Atelier Kryjak
Słuchane na ripicie: https://youtu.be/VTKnNUkFeKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.