i can stand a little rain

Troszkę ciężko. Troszkę tylko, z tyłu głowy jest jakaś świadomość której łatwo nie nazwę, ona mówi że się godzimy na to co idzie i poszło. Ja jej słucham i się godzimy chociaż przód głowy trochę się dziwi. Życie jest naprawdę tak zaskakujące że moje sto teorii na temat przyszłości bliższej lub dalszej okazuje się zawsze nietrafione. Prawie zawsze. Trochę mnie to uspokaja, ponieważ zawsze staram się wybrać jak najgorszą opcję. Według tej zasady najgorsza opcja raczej się nie urzeczywistni. W związku z powyższym, dam radę, przetrwam, pogodzę się, jakoś to będzie. Pogodzę się i będę żyć z nieco naiwną myślą że to wszystko na dobre. Na lepszą przyszłość płaczę teraz, tęsknię teraz, żałuję teraz i kolekcjonuję obawy. Lepsza przyszłość nie będzie tak dobra jak chcę ani tak zła jak nie chcę. Będzie zaskakująca i chyba tylko w tym satysfakcjonująca. Tak poza tym wolałabym bardziej samodzielnie pisać scenariusz mojego życia, więc spotkań, rozstań, kłótni, niespodzianek i spełnionych marzeń. Najbardziej chciałabym spełnionych oczekiwań. Ale jak wszyscy wiemy, spełnione oczekiwania jednej osoby są zbudowane na cierpieniu drugiej, więc wspaniałomyślnie z tego zrezygnuję. Ale zanim, zanim to wszystko, ja heroicznie wytrzymam odrobinę deszczu. Postoję w zimnie, powiodę wokół siebie smętnym wzrokiem i wrócę wtedy kiedy już przestanie padać. Trochę padać. Wytrzymam trochę bólu, tego napędzanego przez strach i przez was, wtedy kiedy się nie umiecie ugryźć w język a powinniście. Wytrzymam, posłucham, postoję, przejdzie mi ale nie zapomnę. Nie ze złośliwości; głowa to taka wielka księga zapisana w bardzo małej części. Jest jeszcze dużo miejsca na wasze słowa, nie tylko na dobre. A co się zapisze to się nie zapomni.

Czasem myślę że bycie mną jest trochę ciężkie. Dłonie trochę mi się trzęsą, w głowie mam trochę mętlik zmieszany z wszystkich lęków dnia. Potem robię dokładnie nie to co sobie obiecałam robić a to czego obiecałam że nie zrobię. Mogłam sobie obiecać dokładnie przed chwilą. Chcę sobie mówić że to słabość a słabość jest domeną wszystkich ludzi. Tak naprawdę kieruje mną lenistwo, dość obrzydliwe lenistwo, które mówi usiądź, ten dzień był dość ciężki. Nie myśl, zamknij oczy, włącz film i się najedz. Ja to zrobię a potem zwymiotuję wszystkie możliwe wyrzuty sumienia i obrzydzenie do swoich działań. Potem położę się i zacznę użalać się nad swoim losem który nie jest losem jednego z ludzi sukcesu. A potem wstanę, pójdę robić to co robić muszę robić i wrócę zbyt zmęczona na dalsze życie. Całe życie.

Potem wytrzymam jeszcze trochę bólu który mi zadacie, chociaż brzmieć to będzie bardzo nieatrakcyjnie, tak właśnie będzie. Wytrzymam jeszcze trochę, uśmiechnę się jeśli dam siłę i pójdę dalej. Nic nikomu nie powiem bo refleksu też nie mam. Umiem tylko wytrzymywać trochę bólu, trochę śmiechu, trochę miłości, trochę kopniaków, trochę nieprzyjemności. Siedzę i akceptuję fakt że życie płynie mi przed oczami i nie mogę naprawdę powiedzieć że rok temu było gorzej. Było tak samo jak jest teraz. Mogłam wytrzymać trochę bólu, teraz mogę wytrzymać trochę bólu. Ani silniejsza ani słabsza, tak samo leniwa, tak samo nieszczęśliwa i tak samo szczęśliwa. Na pewno tak samo stoję rozkładając ręce nad swoją bezradnością i z rezygnacją patrzę jak ktoś mi układa życie. Przeklinam cicho. Nic nie robię. Tutaj nie ma nic do zrobienia. Kiedy nie ma nic do zrobienia, a wszechświat kieruje wszystkim, to nie warto nawet próbować. Po co próbować, to może minie, może wyniosę się na drugi koniec świata i wtedy problemy mi znikną jak piękne bańki mydlane na krakowskim rynku. Dzwonić będzie drogo, odzywać się będzie darmo, moje problemy zostaną tu a ja odlecę na tęczy bez żadnego wysiłku tam gdzie mieszka moje szczęście.

Dopiero wtedy kiedy odlecę będę sobą i zacznę od nowa, z czystą kartą, jako nie ja ale ktoś lepszy. Ucieknę od tego co mnie tu tłamsi, tam nie ma lenistwa, wejdę w ciało kogoś kto potrafi pracować i dopinać swego. Kogoś kto marzy tak trwałe marzenia że niemal potrafi je ścisnąć w dłoni. Nie obiecuje sobie nic, bo to co mógłby obiecać ma już ze sobą, trzyma, nie puści do czasu kiedy naprawdę będzie mógł dotknąć ścian swojego domu, książki, równej relacji, przyjaciela i żony. Nie zmartwi mnie wizja bycia samotnym człowiekiem, a raczej żyjącym na własny rachunek i samowystarczalnym. Szczęśliwym i upojonym życiem samym w sobie, w swoim pięknie, w trudnościach które można zgnieść nagą stopą. Będę siadać na piasku i oglądać w spokoju piękne zachody słońca. Poczuję wszystkie zapachy natury jakie mogę i będę naprawdę spokojna bo nie da się nie być spokojnym kiedy się jest takim człowiekiem. Nie będę planować a każdy dzień będzie tak pięknie zaplanowany jak ślub przez pannę młodą. Nie będę się tym denerwować a wszystko wyjdzie idealnie. Będę się dziwić za każdym razem kiedy już przejdę po tęczy do moich marzeń.

Póki co jestem tutaj. Chyba muszę walczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *