i dla kilofów i poetów

Wszystko co piękne jest zostaje. Zostaje i przychodzi znowu w chwilach nijakich, kiedy nie ma o czym myśleć a czasem nie ma czego robić. Robić nie ma czego, nie ma komu, albo ciężar robienia przerasta dostępne siły. Puka nieśmiało do drzwi podświadomości i wkrada się z uśmiechem. Każdy sukces, który został okupiony łzami i wysiłkiem zbyt wielkim. Niczym niezasłużone dobro które dostałam od ciebie. Każdy bonus od świata, tym lepszy, że całkiem zaskakujący. Wracają w chwili, kiedy wydaje się że życie nie może być już bardziej bez smaku, a czas nie może być bardziej niewykorzystany. Wtedy, kiedy ani łzy nie lecą ani śmiać się nie chce. Dni podobne do siebie, bez perspektyw na inne, lepsze jutro. Przychodzą i przypominają, że najlepsze chwile przychodzą niespodziewanie, w jeden ze zwykłych dni, zmieniając go w dzień zapamiętany przez całe przyszłe życie. Przychodzą wtedy, kiedy wydaje się, że mnie nic cudownego wydarzyć się już nie może… Mija kolejny dzień, taki jak ten wczoraj i przedwczoraj. Nie przyniósł nic szczególnego, życie nas nie rozpieszcza. Nie przyniósł nic szczególnego poza wspomnieniem szczególnych chwil.

Wszystko co piękne zapisuje się głębiej niż to co smutne. Trzeba dużo wysiłku i premedytacji, żeby zapisać chwile złe. Uszczypliwości, złośliwe uwagi i niemiłe zachowanie, bolą bardzo, ale zostają w końcu zapomniane. Pogodzone jak strata bliskiej osoby. Życie traktuje nas nieraz niedelikatnie, ale jest to tak zaprojektowane, że złe chwile nas rzeźbią. Kiedyś w końcu ktoś pomoże ci się przecież z nimi uporać. Radosnych chwil jest zdecydowanie więcej, wierzę w to, tak jak wierzę w nas. Po prostu to wiem, że będziemy. Wystarczy tak mało, żeby spełnić nasze marzenia o wspólnym braku zapomnienia. Żeby zadbać o to, żebyśmy mieli zawsze o czym porozmawiać. Aby nie było sytuacji, że ze strachem ujrzę twoją twarz w tramwaju. Ze strachem, że nic już nas nie łączy, nic nie przyciąga, opowiemy w dwie minuty co u nas. Zostanie nerwowy uśmiech i niewygodna cisza. I wspomnienie ciszy która nikogo nie krępowała, w której słychać było twoje myśli. Ciszy mówiącej więcej nam o nas niż rozmowa. Będącej tylko naszą, najbardziej intymną rozmową. Świadczącej o naszej relacji, niezniszczalnej, odpornej na działanie czasu, innych znajomości, ciekawszych zajęć, lenistwa, pieniędzy. Naszej przyjaźni, będącej zaprzeczeniem filozofii, którą podobno kieruje się dzisiejszy świat. Nie oddawanej do schroniska, kiedy stawała się wyjątkowo niewygodna, kiedy masz humory, kiedy nie wytrzymujesz presji a ja tego nie rozumiem. Ta cisza to coś z czego będę zawsze najbardziej dumna. Trwając w niej po nocnych rozmowach wiemy jak jest bezcenna. Nie do zdobycia ot tak. Nie do zdobycia za nic, do zdobycia po prostu.

W chwilach jak ta, wszystko co piękne jest wraca. Wracają niespodziewanie ciepłe słowa, jasne letnie wieczory, wszystko co przeminęło tak szybko. Przeminęło a potem został żal po przeminięciu. Ale podczas cichych, samotnych wieczorów wraca echo ciepła tamtych chwil, jedyny ratunek w melancholii. Jedyne, co sprawia że melancholia nie zaczyna zmieniać się w smutek. Coś, co kieruje myśli w odległe, jasne czasy, które teraz wydają się takie radosne i lepsze. Wiedząc, że i dzisiejszy dzień będzie wydawał się szczęśliwy i lekki jutro, będę zagłębiać się w szczęśliwą przeszłość i patrzeć z lękiem i nadzieją w przyszłość. Żyć jak zwykle nie tak jak powinnam. Nie tak jakby dzisiejszy dzień był ostatni, jakby dawał szansę na lepsze jutro. Starając się powoli budować fundament do spełnienia marzeń. Jedną cegłą codziennie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *