I go crazy

Przymykasz powieki. Rzęsy muskają delikatnie skórę. Wielkie łzy spływają z twoich oczu. A kto mi powie, dlaczego… skoro tylko patrzysz i nic nie mówisz. Jak ukoić ból, który wygląda z każdego twojego spojrzenia? Z każdego braku słów, z urwanego oddechu, w połowie zatrzymanego ruchu ręki – w moją stronę? Tego mi nie powiesz. Niczego mi nie powiesz i będę tak siedzieć milcząca, bojąc się, że jakikolwiek dźwięk zakłóci tę nić porozumienia, którą utkał między nami los. Jakie to dziwne. Jestem oczarowana twoim smutkiem. Przenika mnie i czuję, że staje się mój. Czy to przyjemne? Nie wiem. Na pewno moje i twoje. Myślę, że dzięki temu to znoszę.

Pytasz, czy lubię kwiaty. Uśmiecham się lekko i spod przymrużonych powiek odpowiadam, że tak. Jakie, pytasz? Te od ciebie.

Pewnie kiedyś odejdziesz. Jak każdy, kto w moim sercu urządził sobie wygodne miejsce, a ja je piastowałam, jak nikt i nigdy. Może to dlatego? Powiedz mi, proszę. Czy to takie złe, że cię kocham ponad życie? Ale nie odpowiadasz. Jesteś gdzieś tam, daleko, hen, w przestworzach, w światach, do których jeszcze mnie nie wprowadziłeś. Opieram głowę na twoim ramieniu, nie potrafię poradzić sobie z tą ciszą.
Gładzę twój kaszmirowy sweter. Niebieski. Uśmiecham się. Tak, mój ulubiony kolor. Jak niebo. Jak morze. Tak mnie uspokaja… Nie jest wcale smutny. Dlaczego ludzie mówią, że niebieski jest smutny? Jest taki spokojny. Nie narzuca się. Nie krzyczy. Milczy, jak ty. Milczenie kojarzy mi się z mądrością… jest taki, jaka ja chciałabym być… mój ideał.

Czuję, że tracę kontrolę. Już nie jestem jak kolor niebieski… oczy napełniają mi się łzami. Mam ochotę tobą potrząsnąć, powiedzieć, że dość! Masz mnie kochać od teraz, już, natychmiast, nic mnie nie obchodzi! Popatrz, jaka moja miłość jest wielka, daje z siebie wszystko, a ty tylko patrzysz… i zamykasz mnie w swoim sercu jak w złotej klatce, z której mogę na ciebie patrzeć. Nie poznam, co oznacza każdy dotyk, każde słowo, spojrzenie. Wiesz, że tym sprawiasz, że moja miłość rośnie. Kwitnie jak pole tulipanów. Pyszni się, wspina ku słońcu a ty w milczeniu patrzysz i podziwiasz. Podziwiasz i odchodzisz. Nie utulisz ani razu… A ja chcę się wyrwać, chcę umrzeć, ale przed śmiercią poznać, co to znaczy czuć twoją miłość – palącą, śmiertelną, ale tak piękną! Czym jest całe moje życie w porównaniu do tej jednej chwili? Potem mogę umrzeć. Szybko, bo tulipan więdnie szybko. Ale w wielkiej radości… powiedz, czy znasz piękniejszą śmierć?

Budzi mnie nagły ruch. To ty mówisz, że rozszalała się burza. Uśmiechasz się szeroko i kołyszesz mnie w ramionach. Mówisz, że nie możesz beze mnie żyć – ach! To sen. Czuję twoje ciało przy swoim ciele. Patrzysz na mnie tak ciepło, że zaraz się stopię, czuję, jak dreszcz przechodzi powoli po całym moim ciele. Odchylam głowę i daję ci się porwać w wir. Jak to się stało, że jesteś? Nie wiem, czasem wydaje mi się to wręcz niemożliwe. Ale jesteś, codziennie jesteś. Dlaczego? Wolę nie zadawać ci tego pytania, bo staniesz przede mną zdziwiony, westchniesz cicho, odejdziesz…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *