if it hadnt been for love

Nie starałabym się tak bardzo i nie płakała tak dużo. Nie skarżyłabym się nikomu, nie szukała poparcia, nie wmawiała sobie że mam rację żeby potem uświadomić sobie szybko że jednak nie. Nie wracałabym jak bumerang, szybciej i częściej niż mucha. A ty nie stałbyś ciągle zadziwiająco spokojny. Nie zachwycałabym się światem i nie odkrywała na nowo jego wad. Nie byłoby wieczorów pustych i samotnych. Nie byłoby wieczorów samotnych i inspirujących. Nie byłoby pięknych piosenek które wreszcie mogę odnieść do mnie. Nie miałby kto łamać serca tak że aż fizycznie boli, nie miałby kto go składać z powrotem. Nie dawałby nikt oparcia milczeniem w ciężkich chwilach kiedy świat się wali na głowę, nie krzyczałby nikt tak głośno kiedy zdecydowanie dość. Nie dałby nikt poczucia że naprawdę jest o co walczyć. Nie byłby nikt tak blisko że wszystko można mówić i to nadal będzie sekretem. Nie byłoby nikogo do dotrzymywania ciężkich do dotrzymania obietnic. Nie miałabym nikogo kto opiera się potocznie uznawanemu romantyzmowi. A ty ciągle śmiejesz się z byle czego, ja nie rozumiem teraz, zrozumiem potem kiedy będę siedzieć sama całe wieczory. Nie dałby mi nikt fraszki i nie milczałby długie godziny w gniewie. Nie byłoby pokory wypracowanej przez lata zupełnie niezrozumiałej cierpliwości. Nie byłoby braku ciekawości jutra, bez obaw że nie przyniesie nic dobrego. Nie byłoby oczekiwania na coraz lepsze dni które na pewno na mnie czekają. Nie byłoby wyrozumiałości i bezinteresowności. Myślę że bym błądziła nie wiedząc czemu.

Mimo że nie ma przeznaczenia wiem że nie byłoby dnia pizzy i zdecydowanie to zmieniłoby to kim jestem teraz. Mimo że można być szczęśliwym na wiele sposobów ja wiem że moje szczęście już ułożyło swoją historię. Jest całkiem niezależne ode mnie, całkiem nieobecne, całkiem niepewne. W niepewności najlepsze. Jak coś mam to już to mniej ekscytuje. Moje szczęście co chwilę umyka. Muszę się na to godzić.

Zapach lata na pewno byłby inny dla mnie, zapach jesieni również, a pierwszy śnieg w mieście byłby przecież tylko pierwszym śniegiem w mieście. Czas mijałby na szybkim mijaniu i czasowym zatrzymaniu. Teraz mija na szybkim mijaniu i czasowym zatrzymaniu które przypomina wszystko co mi wydarzyłeś a ja tobie. Przez chwilę zatrzymania naprawdę nie uważam że mi się to należało i przez chwilę jestem za to naprawdę wdzięczna. Bo gdzie by był park jesienią, gdzie gitara, gdzie wino i gdzie rozmowy o naprawdę nieistotnych sprawach. Gdzie wydarzenia których nie będzie gdyby nie to że jesteśmy, gdzie nadzieja na spełnienie marzeń osobnych i wspólnych. Nie byłoby.

Nie miałabym na kogo czekać. Nie miałabym mieć do kogo nieuzasadnionych żali. Uzasadnionych też nie. Nie wiedziałabym jak to jest bać się o kogoś strachem bardzo silnym i bardzo irracjonalnym. Nie wiedziałabym że to naprawdę nie wystarczy cię spotkać. Nie byłoby motyli które naprawdę nie umierają po roku. Nie wierzyłabym że naprawdę tak do końca życia się da. Nie miałabym bubersona.

Długiego dnia we Wrocławiu bym nie miała i naprawdę nie zdawałabym sobie sprawy z tego jakie to niespodziewane. Jakie to cudowne. A potem jak to trudno. Ale potem znowu że naprawdę warto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *