jestem zołza

Gniew. Małe tabu. Tabu – nie tabu, każdy to ma, w każdym to mieszka. Czasem nawet modne. Ale jak jest z gniewem i jego wyrażaniem w życiu codziennym? Ano różnie. Jedni przesadzają, wyżywają się na bliskich i dalekich, inni z kolei tłamszą w sobie wszelkie negatywne emocje, zostawiając je gdzieś w środku do kiśnięcia. Pierwsi o których napisałam robią kompostownik z gnojownikiem w sercach innych ludzi, a ci drudzy – w swoim własnym. To tylko wstęp, bo złoty środek, mam nadzieję, wszystkim jest dobrze znany: umiar. Ludzie, zachowajmy we wszystkim umiar bo potopimy się nawzajem i sami siebie też. Spróbujmy znaleźć ten złoty środek i choć nigdy go nie dostaniemy, krążmy gdzieś wokół. Będziemy wszyscy o niebo szczęśliwsi.

Wracając do gniewu jako czegoś, co nie wypada. Gniewu na rzeczy i zachowania, na które nie powinniśmy się gniewać i podejść do sprawy ze spokojem. Tego przynajmniej wymaga od nas środowisko i dobre wychowanie. A gdzie w tym wszystkim ty?

Ty się kotłujesz bo ludzie są wkurzający. Pogoda jest brzydka a plany bliższe i dalsze nie wypaliły, znowu. Baba w sklepie niemiła, znajomi ciągle czegoś chcą i nie widzą że to nie ten dzień. Ale nie można powiedzieć: spadaj. Dobrze, może nie spadaj od razu. Ale tak po prostu powiedzieć, wiesz co, wkurza mnie wszystko i ty niestety też (dodawanie w tym miejscu: ale nie bierz tego do siebie, jest bezcelowe. Każdy normalny weźmie to do siebie). Potrzebuję się wyżyć i niestety służysz mi na razie za kusząco błyszczący się czerwoną skórą worek treningowy. Złe emocje gdzieś trzeba wywalić. I wiecie, nie ma w tym nic złego. Kto ma się obrazić za nagły niekontrolowany wybuch emocji skierowanych właśnie na niego, ten się obrazi. Jeśli jest kimś, to wystarczy podejść i przeprosić. Ale proszę, nie blokujmy w sobie niczego, bo koszty są wielkie.

Nie, nie pochwalam teraz wyładowywania złych emocji na niewinnych ludziach. Pochwalam nie blokowanie emocji. A przy takim podejściu wypadki się zdarzają.

Liczmy się z konsekwencjami naszych działań. Działania mają to do siebie (paskudna przypadłość), że mają konsekwencje. Im szybciej sobie z tego zdamy sprawę, że nie wszystkie nasze działania mają dobre konsekwencje, tym szybciej wzbijemy się na wyżyny zarezerwowane dla ludzi uznawanych jako „mądrych”. A cóż może spotkać człowieka lepszego niż bycie mądrym? Nie mylmy z inteligencją… Ile jest inteligentnych głupków? Chyba tyle, ile jest dziewczyn, które uważają, że bycie „suką” jest fajne.

Podobnie jak pewnie większość ludzi, ja mam łatwość popadania w skrajności. Również w kwestii emocji. Jak mnie coś zdenerwuje, to najchętniej bym ci walnęła prosto w twarz co o tym myślę i w ogóle co w związku z tym myślę o tobie. Czy to dobrze? Odpowiedź jest chyba oczywista. Więc ludziom jak ja radzę z jednej strony stanąć na chwilę i powiedzieć sobie samemu, że może to nie do końca jest tak jak myślisz. Jesteś wspaniały ale nie wszechwiedzący. Pięć oddechów, godzina myślenia i czymś innym i nagle nastawienie mi się zmienia.
Druga grupa skrajności to pewnie ludzie, którzy dostaną w twarz i zamiast się wkurzyć, zostawiają sprawę. W środku. I ją mielą albo nie, ale mielenie wewnętrzne daje tyle samo ile niemielenie. Emocje mamy po to, żeby je pokazywać. Inaczej nie bylibyśmy niczym innym niż skorupiaki.

Umiar. Cudowne słowo i jeszcze lepiej, jak znajdę kogoś, kto zgłębił je jako praktykę w życiu. Myślę, że nie znajdę takiego kogoś… Bo umiar to też przesada w złą stronę. Próbuję sobie to wyobrazić. Nie, tak się nie da.

Życzę więc i sobie i wam udanej korespondencji z własnymi emocjami. Bądźmy zdrowymi i świetnymi ludźmi.

Ludźmi, nie kukłami.

I ludźmi, a nie kanibalami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *