k

Czasami napięcie się tak kumuluje, że już się nie da. Ale ono nie wybucha, ciągle się zbiera, czekasz na kolejną dostawę, choć już nie możesz więcej. Szpila lęku wbija się w serce, które przyspiesza i w tym szaleńczym tempie prowadzi przez cały dzień. Aż dziw, że jakoś z tym żyjesz. Najeść się słodyczy, napić się wina, zrobić cokolwiek co pomoże. Pomoże uporać się z handrą która przyszła nie wiadomo skąd, uporać się z napiętymi nerwami i iść przez życie jak wszyscy wielcy tego świata. Zjeść milky way i hops do przodu. Jutro do pracy, pojutrze dla odmiany też i tak całe życie. Bez walki razem ze szpilą w sercu. Razem z tym oszalałym sercem, które tak będzie pędzić aż nie padnie, a ty razem z nim.

Przychodzi twoje serce przywitać moje, skołatane, śmiesznie zdyszane, rozdarte, zdeptane. Przychodzi ale i tak jest źle. Patrzy tak dziwnie zdziwione, jakby to było cokolwiek zadziwiające. Patrzy, mówi że tak mi przykro widzieć cię serce w takim stanie. Powiedz mi dlaczego, ja ci chcę pomóc, ukołysać do snu, szeptać bajki do ucha, prowadzić po jasnych polanach, przelać na ciebie całą miłość świata. Obiecuję że odniosę cię do domu kiedy nie będziesz umiało iść, przytulę delikatnie kiedy będziesz cierpieć, będę trwać wtedy kiedy każde inne by odeszło, będę odganiać smutek i przywoływać radość. Dzięki radości żyjesz, miłość powołała cię do życia. Zwolnię twój puls, otulę ciepłym szalikiem, będę robić kakao na długie noce pełne pracy. Będę łapać uciekające myśli, pozwalać na leniwe soboty i mały bałagan w domu. Nie dam ci się złamać, będę na czas.

Wszystkie rany będą opatrzone, choć ranisz się co chwilę. Będę patrzeć jak śpisz, zasypiać obok i budzić się za późno. Będę się na ciebie złościć tak że nawet tego nie zauważysz a złość zniknie bardzo szybko. Z zadowoleniem patrzeć jak dni mijają szybciej lub wolniej u twojego boku, nie starając się ich zatrzymywać ani przyspieszać. Wierz mi że będę cieszyć się z każdej chwili, pomożesz mi w tym swoją obecnością. Ja wiem, jak będę czuć twoje odejście, mimo tego nie chcę zatrzymywać czasu. Odejdę za tobą.

Poprowadzę po kwietnych ścieżkach i wytrę łzy, które tak często ronisz. Zezłoszczę się na spóźnialstwo czepialstwo odejścia rany i wszystko inne a potem wezmę cię za rękę i pójdziemy jak zwykle bo wiesz że nie potrafię się gniewać. Spożyjesz moje nakłady niespożytej energii a ja ciągle będę robić to wszystko od początku. Jak wczoraj, tak dzisiaj i do końca świata.

 

20150907_204736

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *