million reasons

Mam ich coraz więcej a każda kolejna jest coraz cięższa i coraz ciężej z tym iść. Gdzieś po drodze mała część złamała się, ja nie wiem która i nie umiem jej naprawić. Co teraz robić? Nie mam gdzie iść, nie mam mojego szczęścia. Czekam aż tygodnie przepłyną jeden za drugim a to wszystko się rozmyje razem z dłuższymi dniami. To jest takie zachwycające kiedy dni się wydłużają. To trochę tak jakbym budziła się wyspana po raz pierwszy od pół roku. Ze zdziwieniem odkrywam że szczęście czai się za rogiem, za dodatkowymi minutami oglądania słońca, za cudnym uśmiechem po całkiem ciężkim dniu. To taka ulga, kiedy cię widzę, słońce, uśmiechnięte i piękne. Na chwilę mój wielki ból świata ustępuje, znika w nicości i czuję piękną lekkość którą możesz dać tylko ty. Na chwilę wszystko układa się tak jak powinno, na chwilę wierzę że naprawdę znowu jest tak jak wcześniej, ja jestem sobą, za sobą i z sobą. Na chwilę nie potrzebuję mieć kompletnego planu na całe życie który będzie idealny jak życie wszystkich innych, na jakie przynajmniej mnie wygląda. Na chwilę unoszę się wiele centymetrów nad chodnikami, odpływam tam gdzie chcę zostać na zawsze i może pójdę kiedyś na zawsze. Na chwilę nie jestem sobą czego pragnę zbyt często i zbyt nierozsądnie – stać się kimś innym, odpornym, szczęśliwym z samego faktu bycia, asertywnym i nie dopuszczającym bzdur do głowy. Tymczasem wracam do siebie i wrzucam sobie cały syf do mózgu. To właśnie ja, właśnie ja tak mam, witam w moim burdelu.

Kto ma czasami wyrzuty sumienia? Pewnie parę osób by się znalazło. A kto ma wyrzuty sumienia, poza tymi spowodowanymi sprawami sensownie dużego kalibru, takie spowodowane własnymi mrzonkami, wnioskami zupełnie nietrafionymi i smutkami które gdzieś musiały się ulokować? Mam nadzieję że nikt i zaraz powiem coś o tym dlaczego jesteście szczęśliwymi ludźmi. Lubię sobie czasem myśleć że to wynika z wrażliwości. Może wynika ale mam ochotę wyśmiać samą siebie że zamierzam coś usprawiedliwiać wrażliwością, która zresztą potrafi być błogosławieństwem i przekleństwem. Ja skłaniam się ku temu drugiemu. Wyrzuty sumienia i żal, że zrobiłam coś a czegoś nie zrobiłam, chociaż staram się w cholerę zaplanować całe swoje życie, żeby było idealne. Takie jak z obrazka, pierdzące fiołkami różowe koniki pony biegają koło pachnących i szczęśliwych księżniczek a jedna z nich to ja. Istnieją pewne wady takiego rozwiązania. Podstawową jest zdecydowanie zbyt duże zaufanie we własną nieomylność. Druga wada to oczywiście pragnienie perfekcji przez które można ominąć wiele ważnych spraw. Ale za to wszystko będzie perfekcyjne na zdjęciach.

Jest parę takich spraw które zdecydowanie rozświetlają każdy dzień, a jak nie dzień to chwilę, minutę, godzinę albo pół. Zapominam o tym że już tylko osiem dni, zapominam że tak przystojnie wyglądasz, zapominam że właśnie wkroczyłam w stan o którym marzyłam całe życie, zapominam że moje marzenia spełniają się właśnie teraz i będą trwać bo pracowałam na nie nie tylko ja. Moje malutkie poczucie własnej wartości szuka potwierdzenia gdzieś daleko, poza mną i tobą, że to co robię jest piękne i glamour, że cudnie i modnie. Wariuję i żałuję, próbuję znaleźć sens nieprawdopodobnie daleko i w bardzo pustych argumentach. Nie wiem co mną zachwiało i nie będę tego teraz szukać. Czas się otrząsnąć, bo naprawdę mam najpiękniejsze życie z wszystkich żyć jakie mogę dostać. Niech nie jest glamour, niech jest szczęśliwe, a ja niech jestem szczęśliwa i potrafię to dostrzec. Na razie do zwariowania kręcę się w karuzeli śmiesznego i zabójczego konsumpcjonizmu, niechże mnie ktoś zatrzyma. Potem pozbędę się lęków i będę tak spokojna jak jeszcze tydzień temu. Spokojna i szczęśliwa, do szczęścia mam milion powodów.

I bow down to pray
I try to make the worse seem better

Dajesz mi co dzień milion powodów żeby żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *