nie chce mi się

W zawieszeniu między domem a domem – nie domem, siedzimy sobie, żyjemy, świat nam miga albo ciągnie się długie osiem godzin. Smakujemy marzenia o domu, z uniesionymi brwiami spoglądamy na te domy za nami. Opuściliśmy je bez żalu, szliśmy w obiecującą dorosłość. W brak ograniczeń i popołudniowe lenistwo bez matematyki. Nie wiedząc kiedy, zaczęliśmy zbierać na własne auta i brać śluby. Czy jest cel w tej gonitwie? Ja tak gonię bez celu, z celami pobocznymi, przechodnimi, nie zdając sobie naprawdę sprawy z tego, że marnuję życie. Marnuję życie, próbując doczekać się jego bonusów, na które nie jestem w stanie zapracować. Osiągam cele wyznaczone przez kogoś. Czekam na marzenia wymarzone w przeszłości, bezczynnie marnując wieczory i dni wolne. Łapię dni szczęśliwe, przesypiam dni smutne, z rezygnacją patrzę, jak jeden po drugim nie przynoszą nic, co bym mogła nazwać moim. Całkiem bez wysiłku, bo i bez presji, żyjemy sobie nie realizując i trochę zazdroszcząc tym, których spełnione oczekiwania wobec życia błyszczą. Błyszczą pieniędzmi i szczęśliwymi twarzami w blasku fleszy. Jeden sukces goni drugi, bo co innego może nas motywować, jak nie spełnione oczekiwania wobec siebie samego. Ale jestem przekonana, że te twarze błyszczą tym mocniej, że ich szczęśliwi właściciele podnieśli się po stu dziesięciu obelgach i tyluż porażkach. Czy jeden sukces dał im siłę do tej nierównej walki z życiem?

Od dzisiaj moim celem będzie wytrwałość i silna wola. Szkoda, że nie sprzedają ich nigdzie, bo pół świata bym po to przeszła. Przeszła, przebiegła, schudła. A tak to muszę wszystko sama. Kiedy mi się nie chce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *