nie

Nie chcę więcej takich dni.

W smutnym zawieszeniu przelewam gęstą gorycz, palący smutek i szukam w tej brei złości. Nie ma złości, są zaciśnięte zęby, do potwornego bólu dziąseł. Wyciągam smutek z piosenek, ubieram w piękną melancholię, żeby nie było tak zwyczajnie. Sama sobie nadaję znaczenie. Znaczenie łzom, żeby nie były takie puste, irytujące, głupie. Nadaję sens temu, że myślę o sobie „zraniona”, nie – „zraniłam”. Wierzę ślepo w to, że jestem biedna, najbiedniejsza, najsmutniejsza, ot taka, do pogłaskania. Do przeproszenia i pocałowania. Tracę czas na bujdy, że kogoś to ujmie, tak jak ujmuje mnie. Tanie bujdy, mokra papka na oczy, żeby nie widzieć….

1 thought on “nie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *