on hold

Słuchane na pętelce: https://youtu.be/blJKoXWlqJk

Nagle coś, drobiażdżek wręcz, poszło, potoczyło się, upadło. Było tyle tego, nie ma nic. Było planów masę, wyznań jeszcze więcej a teraz cisza. Obezwładniająca, męcząca, wypełniona stresem że jednak czegoś nie wiem. Nie wiem, nie przyznam racji a racja mnie nie zostanie przyznana. Po co zresztą o racji rozmawiać, każdy z nas ma swoją i to ta którą mamy jest właściwa. Z oburzeniem będę opowiadać przyjaciółkom jak zostałam zraniona a pod spodem taki wielki żal, taki smutek, że nic nie potrafię z tym zrobić. Jak mam zrobić coś z kimś kto pod wpływem słów, prawdy zresztą, po tym wszystkim udaje głuchego? Głuche noce, głuche telefony i wielka, czarna rozpacz w którą powoli spadam leżąc samotnie i gapiąc się w sufit. Naprawdę, nie ma na świecie biedniejszej istoty ode mnie. A na pewno w mojej głowie tak to wygląda. Ofiara losu, biedna, do przytulenia, do żałowania, bez winy. Brak winy uzasadniany w głowie z każdym wspomnieniem rozmowy której nie powinno nigdy być, z każdym analizowanym zdaniem i słowem które zostało do mnie wypowiedziane w złości. Nie widzę na pewno smutku który ja sprawiam (a sprawiam?), ja miałam powód, on nie miał powodu i dlatego wina leży po tej drugiej, podłej stronie. Po tej stronie, bardzo upartej i naprawdę mądrej, po tej która uparcie nie dzwoni, nie wyciąga ręki i nie napisze nawet słowa. Telefon milczy.

When and where did we go cold?
I thought I had you on hold

Jestem pewna że zaraz odlecę z rozpaczy, kto taką czarną przepaść kiedyś zobaczył, ten wie. I ten moment kiedy ktoś naprawdę przestaje odbierać i to naprawdę zaczyna być koniec dlatego że ja przegięłam. Przegięłam, dochodzi to do mnie tak jasno że nie mogę złapać powietrza. Jest trochę za wcześnie żeby domyślić się, że się nie odstanie. Jestem w trakcie uświadamiania sobie jak dużo myślałam o sobie cały czas. Tylko o sobie, ja i mój dystans do siebie równy zeru, nauczka jak stąd na Księżyc i co z tego skoro wszystko po wszystkim. Jak ktoś jest winny to ja, moje ego, mój wielki dystans do wszystkich, siebie, życia, moja wielka prywatna drama której w końcu ktoś nie wytrzymał —

i dobrze.

Kto zabił? Ja. Kto powiedział tak dużo że bierze obrzydzenie? — ja. Może da się przeprosić, zapomnieć, mówić o głupotach i uważać że jak o niczym to się rozwieje to co było, zaczniemy poznawać się na nowo, stworzymy dystans przez który nie przejdą żadne niemiłe słowa. Zdrowy dystans, ten z początku znajomości, tyle że my nie pójdziemy dalej. Zostaniemy sobie do końca życia na tym początku, bezpieczni i zupełnie bez wad. Uroczy dla siebie nawzajem bardzo, nieszczerzy zawsze ale za to niezawodnie mili. Jak dwójka nieznajomych która przypadła sobie nawzajem do gustu, spotykająca się z sobą od czasu do czasu, nigdy nie pogłębiająca relacji bo brak czasu pozwala tylko na to. Na ten dobry, zdrowy dystans.

To co, może spróbujemy od nowa? Udam że cię nie znam, zapomnę to wszystko za co postanowiłam podnieść głos i powiedzieć wszystko czego nie powinnam, wszystko czego nie mówi się nikomu obcemu (bo przecież nie wypada) a temu kogo się kocha i owszem. Ty udasz że jesteś mną zainteresowany za mój intelekt który jest całkiem przyzwoity i do zaakceptowania a to że mnie nie znasz tylko sprawia że jestem bardziej interesująca. Na tyle żeby iść na jeden spacer w tygodniu. Zadzwonić ze trzy razy, iść na kawę. I tak w kółko od nowa poznawać się i zapominać o sobie, znajomi ranią się rzadko, bliscy cały czas.

When I lie awake staring in to space
I see a different view

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *