on melancholy hill

To jest dla mnie najbardziej wyjątkowa piosenka od lat. Od paru, od chyba dziewięciu pierwsza. I dlatego ona będzie tytułem, ona będzie inspiracją i do niej was zapraszam; jeśli nie jako podkład muzyczny do notki, to jako nowe odkrycie. Słuchane na ripiciku: https://youtu.be/04mfKJWDSzI

Czy da się przytyć i słyszeć co dzień jesteś piękna? Czy da się nie wyglądać i nie zachowywać tak jak się powinno i słyszeć codziennie kocham cię? Czy da się wreszcie tego wszystkiego nie słyszeć, ignorować i popadać w samoniezadowolenie (jest takie słowo? Chyba nie, bo mi podkreśla. Uznam że tego nie widziałam), zapominać że dni największego szczęścia na ziemi kiedyś mijają. Mijają dzisiaj i miną jutro, chyba, że jutra już nie będzie. W ten sposób, w paru zdaniach, opisałam kilka ostatnich miesięcy mojego życia. Życia, które upływa na spełnianiu marzeń i samo-spełniających się marzeniach. Na środku zaś ja, wiecznie niezadowolona z siebie, ze swoich decyzji (nawet tych naprawdę nic nie znaczących) i z całego świata. Są jednak takie momenty, w których uświadamiam sobie, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Jednym z tych szczęśliwszych na pewno. I o tym dzisiaj. O tym, gdzie znalazłam szczęście.

Jestem pewna, że to historia wielu ludzi. Po prostu wiele przepłakanych dni i nocy, lub melancholijnych, bez płaczu, godzin i lat. W tym wszystkim jedno pragnienie: być kochanym, być lubianym, być takim i takim. Mieć przyjaciela, który zrozumie jak na filmach przyjaciele się rozumieją. Który lubi to co ja, przed którym nie wstyd w ogóle, a także żeby był całkiem mój. W całej kubaturze, bądź co bądź, dobrego serca, to uczucie, że jestem jedyna i tyle. Że tak po prostu wybrał los i on. Melancholijnie, bo tak mam i on to zdecydowanie zrozumie. Będzie rozumieć że do wszystkiego jest jedna smutna piosenka albo dwie, która porywa serce a nie smuci. I dostanę nie jedną i nie dwie miłosne piosenki i tak sobie wyznamy miłość. Rozmawiając piosenkami. Rozmawiając dniami i nocami o wszystkim, potem rozmawiając jeszcze więcej aż odkryję że ja bez ciebie to nie. I właśnie wtedy kiedy ja tak odkryję ty powiesz że już nie możesz mnie znać. Przecież ten ból jest odczuwalny w całym ciele. Cała klatka piersiowa rozrywa się, nie tylko serce. Na skrzydłach bezsilności biegnie moja złość która uważa że umie coś zdziałać w tej sytuacji. Krzyczę więc, płacząc krzyczę, mówię najstraszniejsze słowa na świecie, mając nadzieję że zrobią na tobie wrażenie. Ty jednak stoisz i nic nie mówisz, oddalasz się powoli, potem szybciej bo cię gonię. Czy jest jakiś inny człowiek który potrafi tak samo nagle stać się obojętnym? Opanowałeś to do perfekcji. Byłeś i cię nie ma. Nagle pode mną wielka, czarna dziura w którą nie spadam, a bardzo bym chciała.

Historia jak historia, lubi zmieniać swój bieg a ja widać umiałam nie raz być dość przekonująca bo w końcu wracałeś. Czułam się wtedy jak pewnie nie raz czuje się człowiek który zyskał życie, a był pewien, że czeka na śmierć. Potem, przez góry i doliny, szliśmy razem, czasem osobno, po to żeby wylądować w końcu zupełnie razem i uznać że to jest najlepsze zestawienie ludzi na świecie. Jak do tego doszło? Nie wiem. Nie wiem jak ja dałam radę, jak Ty dałeś radę, jak wylądowaliśmy tutaj i jak ciągle jakoś to leci. Leci coraz lepiej, leci bo i my chcemy żeby leciało. I tak, po dziewięciu latach marzenia, dostałam od ciebie tą piosenkę. Taka normalna, niezbyt rozczulająca, wiadomo, to od ciebie. Ale co jest ważne? Ważne jest twoje ciepło i to, że to jest taki mój dom. Jesteś moim przenośnym domem, spełnionym marzeniem, wymodlonym cierpieniem i zdecydowanie lekiem na całe zło. Czy było to warte cierpienia? Ano było. Cierpienia nie pamiętam a twoje ciepło jest ciągle ze mną. Cudne i dobre jak krówka ciągutka. I też takie słodkie.

‚Cause you are my medicine
When you’re close to me

Żebym mogła przekuć całą moją niecierpliwość w wielką cierpliwość. Żebym mogła to czego jeszcze nie mogę, żebym widziała to, czego zobaczyć nie mogę, żebym mogła gwiazdkę z nieba ściągnąć. Ale tego wszystkiego nie mogę, jestem tutaj więc i lecimy z kolejnym dniem, pracując od rana do nocy, będąc nade wszystko razem. Siedzimy i ja się czasem zastanawiam kiedy to wszystko się skończy. Kiedy nasze szczęście dobiegnie końca i zacznie się prawdziwe życie, takie, jakie znałam do tej pory. Takie pełne rozczarowań, smutku, kłótni, samotności i ogólnego niezrozumienia. Smutno mi trochę jak o tym myślę. Ale kto wie, ten wie, szczęście nie trwa w nieskończoność. Niestety nie trwa.

Well you can’t get what you want
But you can get me

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *