Pocieszynka

Tak strasznie się zaszarzyło, że nawet zieleń dusi się w szarości, jakby nas spowił ciężki od smoły, śmierdzący dym. A ja sobie jak muszka, której nie przeszkadza brud, skaczę tu i tam. Co by tu? Może by ucieszyć pocieszynką.

Zaczynamy.

Brum, brum, pocieszynka odpalona! Dla jednego będzie to prawda, dla drugiego gówno prawda, ale dla mnie święta prawda i tego będę się trzymać.

Miałam przyjaciółkę wiele lat. Dwanaście. I pewnego dnia, po dłuższym braku kontaktu, powiedziała, że już nie jesteśmy przyjaciółkami. Było mi niedorzecznie smutno, powinnam się tego spodziewać. Coś się skończyło, pewien etap poszedł w zapomnienie. Zostałam sama, bez przyjaciela.

Minął może rok. I inna osoba okazała się bardzo tolerancyjna dla moich humorów… Bardziej tolerancyjna niż ktokolwiek, kogo później spotkałam. Ale i ta znajomość, jak bardzo ubolewam do dziś, nikt nie ma pojęcia – dobiegła końca z powodów niezwykle prozaicznych, dużo by tu gadać. Został smutek, że już tego nie odbuduję. Reszta, co było potem, pozwolę sobie powiedzieć, nie jest teraz istotna, z różnych z powodów.

I mogę tak ubolewać po moich drogich osobach do dziś, i do końca świata. Jedna część mnie dalej najchętniej by to robiła, taka mała cząstka mówi „aleś zawaliła, dziewczyno”. Co się stało, to się nie odstanie. Muszę wyciągnąć wnioski na przyszłość i rozglądam się wokół.

Będziesz moim przyjacielem?

Małą pocieszynką, kiedy płaczę i chcę zrywać płatami tapetę ze ścian, płatkami róż. Małą pocieszynką, żeby było śmieszniej, kiedy się śmiejemy, z koszykiem do zbierania mojej miłości do ciebie. Pocieszynką w deszcz i na plaży, i w domu, i w środku nocy, którą chcę utulić za to, że pocieszynką jest. Pocieszynkę kopnę czasem, bo dobrym człowiekiem nie jestem. Nikt dobry tak do końca nie jest, bo człowiekiem jest, ale każdy stara się i orze jak może. Pocieszynka kopnie i mnie, bo jest jaka jest. Okej, niech będzie.

Mamy tezę. Człowiek, bo innego przyjaciela nie chcę, nie jest idealny.
Idealnego nie chcę.

Byle pocieszynka była. I rano, i w nocy, i o ósmej, i o północy. Z kubkiem kakao, i z zimną kawą, i o suchym chlebie, i nad Dokawą. Zniszczy kłamstwo i obłudę i dwulicowość zniszczy. Zawalczy ze mną o lepszy mały świat. O optymizm w moim spojrzeniu, a ja pokręcę nosem i mówię ci, że cieszysz się zbyt mało, zbyt mało!

Pocieszynką mi bądź.

Oszczędzę sobie dosyć oklepanego gadania, że jak zachce mi się o 4 rano iść spać to masz odebrać telefon i iść ze mną. Ja generalnie o 4 rano śpię. A jak nie śpię, to nie wymagam od innych, żeby szli ze mną.

Nie wiem, jak odzyskać wiarę w niektórych ludzi. W ich dobre intencje. Że warto się na nich otworzyć i wylać choć mały strumyczek swoich żalów, dla testu.
Czasami nie warto. Ot tak i po prostu.

 

Z tego szlachetnego miejsca chcę pozdrowić moje Pocieszynki, które fizycznie istnieją i mówią, że mnie kochają, co jest bezcenne i jak najbardziej potrzebowne przeze mnie, a grzechem miłości tej nie odwzajemnić. :*

 

Jakbym umiała śpiewać to bym wam coś zaśpiewała, ale że nie umiem, to nie zaśpiewam. \o/

 

Osobne zauważenie, dla dość niezauważalnej. Takie całkiem w klimacie Pocieszynki, ale trochę inne.
Ain’t it good to know that you’ve got a friend
When people can be so cold
They’ll hurt you, and desert you
And take your soul if you let them
Oh, but don’t you let them

2 thoughts on “Pocieszynka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *