poranki

To nic, które znaczy bardzo dużo. Nagły spokój po wielkiej burzy która trwała cały dzień. Po prostu spokój, chwila oddechu dopóki nie porwą cię własne potwory. Wszystko co zostało rozdmuchane, czego bać się w sumie nie ma po co, ale się boisz. I nagle przychodzi ta cisza. Myśli przestają uderzać w czoło, wszystko jest ciche. Spokój dosięga wszystkich zmysłów, oczom udaje się odpocząć, przez chwilę świat widzisz takim jakim naprawdę jest. Pełen złudzeń i urojonych lęków. Przecież wiesz że wszystko zależy od nastawienia. Nie ma takiego problemu na który ktoś nie machnąłby ręką i powiedział co się boisz. Przecież to nic. Spokój który przychodzi pozwala spojrzeć na życie z perspektywy drugiego, dla którego twoje problemy to fraszka. Zanim przykryje cię płaszcz lęków, pragnień i wreszcie spełnionych marzeń, przypomnij sobie tę ciszę. Przyciągnij ją do siebie i zatrzymaj jak najdłużej. Rozciągaj jak gumę, jeden raz nie martwiąc się tym, że zachłanność zostanie ukarana. Im dłużej cisza trwa tym dłużej jesteś sam ze sobą, w dziwnej relacji ja ze sobą. Takiej, do której nikt nie może się wkraść i nikt jej nie zrozumie. Zostajesz ty i twoja cisza. Ty i twoja najgłębsza świadomość siebie.

Cisza się kończy. Wraz z ciszą przychodzi poranek. Poranki mają to do siebie, że trzeba wstać, kiedy naprawdę nikogo nie obchodzi że nie chcesz. Ja rozumiem że nie chcesz bo ja też nie chcę. Nie chcę iść konfrontować się z rzeczywistością która kosztuje zbyt gorzko. Wszystko wygląda lepiej w mojej głowie. Ale trzeba wstać, trzeba wyjść, trzeba iść robić swoje myśląc od czasu do czasu czy to naprawdę o to ci chodziło. Traktować każdą porażkę jako nauczkę, chodzić zadowolonym że za chwilę końcówka miesiąca i na chwilę poczuje się sens. Zobaczy na własne oczy efekty z paroma zerami. Tak, to chyba o to chodzi w życiu. Od weekendu do weekendu mija twoje życie. Od czasu do czasu chwila refleksji czy naprawdę o to chodziło a potem wszystko od nowa, patrząc z utęsknieniem na inne życia, które naprawdę nie wydają się tak bezsensownie mijać jak twoje.

Każdy pomysł na zmianę schematu wydaje się niesamowicie przełomowy. To tylko chwila, widzę jak zapala ci się żaróweczka nad głową, chwilę świeci, szybko trzaska i gaśnie. To kolejna zmarnowana szansa na to, że ktokolwiek zobaczy efekty twoich dobrych pomysłów. Widzisz, ledwo wystartujesz, już kończysz. Potem tylko żal do świata, który nie podtrzymuje płomienia który próbujesz rozniecić. Nie martw się, nadchodzi poranek, nadchodzi kolejny tydzień, miesiąc, podczas których naprawdę nic nie zmienisz. Poczujesz jak świat oddaje cały twój żal w postaci niewykorzystanego życia, nie przeciągniętej chwili samotnej ciszy, braku rozmowy z przyjacielem, braku empatii, braku siły, ukrywania złości, radzenia sobie z emocjami, radzenia sobie z ludźmi. Widzisz, wszystko dlatego, że najgorzej radzić sobie samemu ze sobą.

Najlepsze jest to, że gdzieś tam każdy ma kogoś kto sobie z tobą radzi. Lepiej sobie radzi z tobą niż ty sam ze sobą albo on sam ze sobą. Robi to tak jakby tylko to w życiu robił od zawsze i nie wiadomo dlaczego ty poznałeś go dopiero rok, dwa lata, trzy miesiące temu. I nieważne jak ciężkie są poranki i jak ciężko jest samemu podnieść się z własnego życia, on jakoś to robi – podnosi cię z twojego własnego bałaganu, otrzepuje i idziesz dalej. A że nie robisz już nic to inna sprawa.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *