pretty hurts

Jeden z takich dni w których dochodzisz wreszcie do wniosku że najlepiej przestać gonić. Przestać gonić swoje wyobrażenia o sobie, o sobie dosięgającego gwiazd wbrew wszystkiemu i ponad wszystkim. Dosięgającego piękna szczerzącego się tylko z monitora i należącego znowu nie do ciebie. Jeden z dni, w których dodatkowe kilogramy są bardziej odczuwalne a mimo tego każdy posiłek ich magicznie dodaje. Wlewasz w siebie to tłuszczotwórcze zło z wyjątkową rezygnacją. Marnujesz kolejny cenny dzień swojego życia na czynnościach które zapomnisz jutro lub odbiją się niesmaczną czkawką wyrzutów sumienia. Jeden z takich dni w które wieczór jest jednym wielkim podsumowaniem całego życia, dzień który pyta z szyderczym uśmiechem czy jesteś z siebie zadowolony. Odpowiedź jest jasna, odwracasz głowę, nie odpowiadasz, każdy wie.

Jeden z takich dni w które masz ochotę na wszystko na co ochoty mieć nie powinieneś i ochoczo to w siebie wtłaczasz. Tak, żeby na koniec dnia ratować się herbatką z mięty. Zmysły naprawdę świrują. Przypuszczam że nikt nie zna sensu tego pędu ku samozagładzie ale to po prostu istnieje. Dzień w który płacze niebo, w który ty płakać nie będziesz tylko zapadać się w smutek. Jeden z dni w którym potępiasz bylejakość swojego dotychczasowego istnienia, przypieczętowując ten torcik wspaniałym „dzisiaj”. Jak nadzwyczajnie nikt cię nie rozumie. Jak to beznadziejnie być tobą.

Dzień pełen nagród dla samego siebie za każdą najprostszą czynność. W końcu również te najprostsze okazują się zadaniem nie do wykonania, a na pewno każda z kończyn krzyczy przestań. Po co się tak męczyć. Więc czas na nagrodę. A każda nagroda prowadzi ku większemu uczuciu beznadziejności. Co za szarość. Nawet nie szarość. Taka burość, zalewająca całe pole widzenia, wspomnienia i nadzieje na przyszłość. Zaraz, nadzieje? Pal licho nadzieje. Dzisiaj to słowo wyrzucasz ze słownika, na pewno, na zawsze. Przyszłość rysuje się tak samo źle jak dzień dzisiejszy i nie wygląda że to się zmieni. Nie, jesteś pewien że nie. Twoje życie to na pewno spadanie, podczas kiedy inni szybują jak ptaki. Wolni i zachwyceni swoim życiem. Tak jest na pewno.

Dzisiaj przeglądasz allegro i wystawiasz samego siebie za złotówkę. Jak rzecz zużytą, którą każdy weźmie bo jest za bezcen, a właściwie to by się przydała. Ktoś cię przecież w końcu przygarnie, z litości czy z miłości, przecież to bez znaczenia. Zresztą miłość? Nie, to nie ten dzień. Myślę że jesteś pewien. Klikasz „sprzedaj”. A potem dalej pędzisz ku nieskończonemu smutkowi który się zagnieździł a ty się już zdążyłeś z nim zaprzyjaźnić. Ostatecznie on zostanie, nie będzie lepiej jeśli będziesz próbował go nie zauważać. Trucizna i tak dostała się już do żył, więc naucz się z nią umierać. Więcej czasu niż teraz już na pewno nie będzie.

I ciągle tylko to jedno pytanie, czy jesteś z siebie zadowolony, ha, może jesteś z siebie zadowolony? Cieszysz się? Popatrz na siebie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *