przyznam

Wyznam i ci powiem. Są chwile nie do zniesienia dla nikogo. Nie wiesz o tym, nie potrafisz wyczytać z zamglonych lękiem oczu, że nie. To za dużo i po prostu zlituj się nade mną. Możesz być tyranem jak musisz ale nie tu i nie teraz. Masz silne ramiona. Otwórz je dla mnie i bądź oparciem. Patrz, teraz tu jestem. Jak mnie zegniesz, to będę zgięta. Jak mi każesz stać to stanę, bojąc się, co będzie, jeśli nie. Nie spróbuję sprzeciwić się twojej, jedynej takiej, woli, niezłomnej i bardzo okrutnej. Takiej, której nie mówi się, nie, z zasady, po prostu.
Muszę ci coś powiedzieć. Przyznam to tu, na kartce, bez drżącego serca, obawy, że to kiedykolwiek przeczytasz. Sprzeciwiam ci się codziennie. Z każdym uderzeniem serca i oddechem. Kiedy mówisz, co mam zrobić, w głowie krzyczę nie. Cała ja sprzeciwia ci się, chociaż ciało jest posłuszne. Ostatecznie ciało to tylko ciało, rozleci się w końcu w drobny pył na twoich oczach i wreszcie umrę. Ale na razie jestem. Mówię ci nie każdym spojrzeniem i uśmiechem. Nie będę, nie zrobię, nie pójdę, nie powiem. Moja forma protestu zaczyna prowadzić osobne życie. Osobne od tego na zewnątrz, w którym musi uczestniczyć tchórzliwe ciało. Skoro tak musi być to niech będzie, ale ta ja, prawdziwa, wie co robi i co powie. Powie nie. Złoży nienawiść w kupkę i będzie formować kule, którymi kiedyś ugodzi cię w serce. Nawet po tym, jak przestaniesz żyć. Ja wierzę, że świat jest na swój nienormalny sposób sprawiedliwy. Według mojego założenia powiem Ci nie dziurawiąc twoją pierś całą, składaną przeze mnie nienawiścią; od początku życia aż do śmierci. Do śmierci, którą ty przywołasz i wskażesz mnie karzącym palcem. W końcu skończy ci się energia i powiesz śmierci weź sobie ją. Weź ją ode mnie, ja chcę odpocząć. Wyzwiesz mnie od biednych, mało inteligentnych i nader upierdliwych stworzeń. Moje ciało obleje się morzem łez ale ja powiem ci to, co zawsze. Nie nie nie nienawidzę cię. Całe moje serce jest przesiąknięte nienawiścią. Moja krew jest czarna jak smoła. Moje myśli są bałaganem splątanych korzeni buntu, które sam zasiałeś. Słuchaj, świat jest sprawiedliwy, każde działanie ma swoje konsekwencje. Twoje, tego idealnego człowieka jakim się wszystkim dajesz poznać, też. Twoje konsekwencje są zaklęte w drugim życiu człowieka, który znienawidził cię najbardziej. Nienawidząc, utworzył drugie, równoległe życie. Wiesz, co się dzieje z kimś takim? Nigdy go nie zabijesz, bo nie wiesz o drugim życiu. O tym silniejszym, ale niedostrzegalnym. Przesłoniętym przez pancerz biednego ciała. Ciała, które musiało się poświęcić dla mojego rewanżu. Wierz mi, świat już nigdy nie będzie od teraz bardziej sprawiedliwy. Sprawiedliwy dla mnie i moją sprawiedliwością, której nie dasz rady znieść, choć oczywiście po części jest twoim tworem. Twoim dziełem jest moja nienawiść. Co za ironia. Polecam ci ten list, włożę go do twojej kieszeni i zniknę, bo mojego zniknięcia chcesz za bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *