pusta droga odstrasza

Dzisiaj dziękuję, że potrafię przez ułamki sekund dojrzeć w szarej codzienności moje spełniające się marzenia sprzed lat. Zachwycona, że jakoś dotrzymałam, patrzę na to, jak cudownie ale powoli się spełniały. Codziennie, gdzieś na dalszym planie, przykryte codziennymi roszczeniami do życia i ludzi. Za ustami wygiętymi w podkówkę, z twarzą schowaną za szybą pełną deszczu. W tle jakieś smęty, które dodają siły do dalszego życia. A nie zawsze żyć się chciało. Życia nie przywraca nadzieja. Tylko strach i kropla rozsądku, upuszczona tu przez kogoś kiedyś. Na czarną chwilę, ukrywającą marzenia, które powoli wychylały się zza drzwi i przemykały tak, że moje rozleniwione komputerem oczy nie chciały ich dojrzeć. Zbyt małe, zbyt niepozorne żeby rozpalić radość oczekiwania w sercu. Uknute kiedyś, przecież nigdy nie pozostały w ukryciu. Gdzie ten czas, kiedy po prostu brałam sprawy w swoje ręce i zasiałam to małe ziarenko, prosząc, żeby wyrosło. Najlepiej już, teraz, bo tak to jest z sadzeniem marzeń. Cóż, kiedy moje mają szybkość wzrostową dębu. Mam wrażenie, że im jestem starsza, czas leci szybciej. A marzenia, odpowiednio, spełniają się wolniej. To dobrze. Dojrzewają sobie powoli, a ja zauważam je, kiedy już pęcznieją pysznie jak pomarańcze pod greckim słońcem. Mienią się coraz smaczniejszymi kolorami, wprowadzając w zdumienie nie tylko mnie. Nakłaniają, nawet nie wiem kiedy, do zatrzymania się i uśmiechnięcia z powodu tej jednej, małej, głupiej rzeczy. Która tu rośnie, bo ja ją zaszczepiłam w sercu. Kiedyś nie zrezygnowałam na starcie. To właśnie zaczyna odróżniać mi dni jeden od drugiego. Mały, trudny sposób na zatrzymanie czasu. Idę poćwiczyć moje myślenie sprzed lat. Chcę to idę po to. Biorę. I może zniechęcam się, kiedy nie wychodzi. Ale może zdążę zrobić tyle, żeby to zaczęło rosnąć, w ogóle nie zasłużenie… Muszę wrócić po naiwność dziecka, które po prostu chce, nie buduje sobie przeszkód samo. Nie zniechęca się, kiedy mama nie kupi zabawki, prosi innego dnia znowu. Przecież w końcu się udaje. Zrobię mojemu mózgowi masaż. Tak mało przeżyte a tak już się spiął, co najmniej jakby był mózgiem skrzypiącej staruszki, które pamięta obie wojny. I mam na widoku soczyste pomarańcze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *