samotność to taka straszna trwoga

Samotność wita się z nami jak ze starym znajomym. Trwoga towarzyszy jej tylko, kiedy o niej myślimy. Kiedy przychodzi, spotykamy się z rezygnacją, przyjmując ją po porostu. Dzięki samotności czas leci sobie sam, ani za szybko ani za wolno, spotykając po drodze naszą obojętność. Tęsknota łączy nam się z bólem i rozdarciem. Samotność to już przyjaciel, co prawda niechciany, ale zawsze jakiś. Dzięki niej wiadomo, że nie będzie już tak bardzo samotno. Samotność i ja.

Co innego, kiedy tęsknię. Co innego kiedy tęsknię, czekam, odliczam godziny i minuty. Droga do okna już jest wydeptana, a odświętne ubranie pogniecione nieco, bo nie da się tęsknić w spokoju. Czekam nie wiedząc, co będzie, kiedy się doczekam. Mimo tego czekam z niecierpliwością, niepokojem i nadzieją. O ile lepsze jest czekanie na coś, co stanie się na pewno. Przynajmniej według ludzkiego, nieco naiwnego umysłu na pewno, wiemy przecież dobrze, że nic nie jest na pewno, jutro może nie nadejść. Czekanie na coś, co będzie na pewno, jest jak słodka obietnica, która pozwala przeżyć kolejne dni w radosnym oczekiwaniu. Oczekiwanie jest najlepsze. Jest jak piękna oprawa musicalu. Nadaje smaku wydarzeniu, na które czekamy, dodaje mu smaku i wyjątkowości. Najgorsze jest, kiedy ktoś ten smak odbierze, odbierając cel oczekiwania. Po paru razach serce przestaje ufać. Znika otoczka, wkrada się niezidentyfikowana tęsknota przyprawiona wielkim niepokojem. Drżenie serca nie jest w żadnym wypadku radosne. Znika coś naprawdę bezcennego.

A kiedy tęsknimy do czegoś, co może nigdy się nie wydarzyć? Kto zna ten gorzki smak rozsądku, który przebija się czasem przez skorupkę marzeń? Niesie ze sobą melancholię i nagle kłujący w serce smutek, że to może nie być tak. Nieważne jak bardzo chcesz to przeżyć zanim życie zajdzie za horyzont twojego istnienia. Tego po prostu nie będzie i nie dowiesz się czy wymarzyłeś sobie dobrze, czy źle, czy tak sobie. Po prostu tego nie będzie. Próśb nikt nie wysłucha i zostaną szydercze uśmiechy. Tak jakby nikt nie marzył. Jakby nikt nigdy nie tęsknił za chwilami, które nigdy się nie wydarzyły. Po prostu ominęły nas w swoim biegu, nie zważając na ból który pozostawią. W nas pozostanie wieczna zazdrość o czyjeś spełnione marzenie, które powinno być moje. Zazdrość o to, że oni naprawdę nic nie musieli zrobić. Zazdrość schowana głęboko pod czaszką, zazdrość która byłaby skrytykowana przez każdego, kto by ją usłyszał. Nie można zazdrościć publicznie. W głowie można za to wszystko.

Po zazdrości przyjdzie nowa nadzieja, prowadząc tamten żal w niepamięć. Schowa i zatrzepocze rzęsami, a ty nie będziesz wiedzieć, jak można było być tak nierozsądnym i czekać albo tęsknić. Przecież wszystko jest możliwe, nawet spełnianie marzeń. I tak z podniesioną głową do następnego spotkania z rzeczywistością. Rzeczywistość, jak zwykle, wygra, a ty będziesz tylko zmokłym pieskiem. Zmokłym, głodnym i przepełnionym tęsknotą, której nie może ugasić byle kto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *