Santa Claus is coming to town

Wciągnięta nieco we wzbierającą falę rozmów o nadciągających Świętach i prezentach, postanowiłam i ja się wypowiedzieć. Chciałam powiedzieć, że z radami, ale nie wiem czy czuję się na siłach komukolwiek radzić. Jak coś jest zresztą nazwane „poradnikiem”, to człowieka zwyczajnie odpycha, a ja was tak bardzo chcę przyciągać! Dzisiaj będzie o moim sposobie na prezenty. O takim sposobie myślenia który sprawia że zamiast martwić się, że znowu trzeba coś kupić (a co gorsza, wymyślić, co kupić) – ja się cieszę. Jak to robię, że nie martwię się brakiem worka bez dna z pieniędzmi i dlaczego udaje mi się zazwyczaj bardzo dobrze trafić z prezentem. Świat cieszy mnie bardzo w postaci takiej, jakiej jest, mimo melancholii i emocji które zdecydowanie mną rządzą. A jedną rzeczą z tych które cieszą i ekscytują mnie bezwarunkowo jest czyjaś radość z prezentu który sprawiłam. Serce tańczy.

Do dzieła. Pierwszy krok do sukcesu to często fakt, że myślę o prezentach dużo wcześniej. Potencjalne prezenty świąteczne zaczęłam w tym roku planować i kupować w połowie listopada, ale nie bywam zwykle tak mądra i było już raz tak, że prezent nie dotarł… Do rzeczy. To krótka rada i krótki powód dla którego powinniście kupić prezenty już dziś. Kurierzy nie nadążają i mimo, że macie przekalkulowane, paczka nie dotrze przed Wigilią. Albo zgubi się w zamieszaniu przedświątecznym (tak też już raz mi się zdarzyło). Niby każdy to wie, ale ręka do góry, kto się stosuje?

Częstą przyczyną nietrafionych prezentów jest dosyć prosty powód, błąd popełniany zupełnie nieświadomie. Ten błąd dzieli się na dwa podbłędy, zacznę od gorszego. Gorszy to taki, kiedy kupujemy dla kogoś coś, co sami chcielibyśmy sobie kupić. Zazwyczaj jest to podyktowane oczywiście serdecznymi pobudkami, ale ktoś to nie ja. Nawet mając podobne zainteresowania, nawet jeśli to twoja bratnia dusza – to jednak nie ty.
Drugim błędem jest, kiedy dajesz komuś coś, co tobie wydaje się naprawdę fajne. Cóż, to nadal tobie się tak wydaje. Być może byłbyś zadowolony kiedy ktoś dałby to tobie, ale w drugą stronę w większości wypadków to nie działa. Na przykład interesujesz się modą i zauważyłaś właśnie (piszę specjalnie w ten sposób, panie zdecydowanie częściej interesują się modą niż panowie) super, wypaśne spodnie w truskawy. Kosztują niemało, ale twój chłopak wyglądałby w nich tak stylowo! Chłopak niezainteresowany modą przyjmie prezent z uśmiechem i położy go na dnie szafy, drżąc na myśl dnia, w którym poprosisz go o ubranie tych spodni.

Każdemu zdarzyło się kupić średnio-trafiony-prezent, a co gorsza, w-ogóle-nie-trafiony-prezent. Mnie też, oczywiście, na pewno zdarzy mi się to jeszcze milion razy za co już przepraszam obdarowywanych. Ale mam pewne sposoby, które są mocno niezawodne.

Ten etap jest dość czasochłonny i nie każdy może podpisać się pod tym rozwiązaniem. Nie każdy chodzi w chmurach jak ja i ma głowę do zapamiętywania nieistotnych spraw. Wypracowałam sobie wrażliwość na to, co otaczający mnie ludzie mówią. W codziennych sytuacjach, na imprezach, w domu, obserwuję i słucham. Czasem w rozmowie ktoś wspomni, że tak chciałby coś sobie kupić ale szkoda kasę na siebie wydawać. Myślę że każdy czasem ma taką głośną refleksję, że takie to fajne, nawet może nie bardzo drogie ale na siebie pieniądze wydawać? Pogrzeb w pamięci. Bliscy na pewno nie raz coś takiego przy tobie wspomnieli.

Jeszcze jeden sposób. Obserwujmy się nawzajem. Może i to banalne, ale podczas nerwowego zastanawiania się, co takiego kupić – pomyślmy o tym, co cieszy osobę obdarowywaną. Czy to człowiek który nie przywiązuje uwagi do rzeczy materialnych, może to ktoś kto jest zupełnie nasycony stanem posiadania (dwa najcięższe przypadki), a może gadżeciaż? Może to ktoś, kto nie potrafi robić zakupów przez internet a tylko w sklepach internetowych jest coś, co potrzebuje? Na pewno od czasu do czasu marudzi że to i to potrzebuje (na przykład moja mama. Wiem, że tego nie przeczyta, więc mogę śmiało).

Skupię się nad dwoma najcięższymi przypadkami, z innymi na pewno każdy sobie poradzi, kiedy naprawdę spojrzy na drugą osobę. Głęboko. To, że ja jestem architektem, nie znaczy, że kocham dostawać książki o architekturze. Pierwszy i drugi przypadek mają wiele wspólnego: ktoś taki prawie na pewno nie ucieszy się z nowego zegarka, niezależnie od tego ile kosztował. Czym się ucieszy? Czymś czego nie zna. Nowymi smakami, rzeczami które ma i używa, które wydają się bardzo zwyczajne ale w świetnej jakości, takie luksusowe ale praktyczne prezenty. Może zdjęcie wnuków lub dzieci w ramce, upieczone własnoręcznie pierniczki, kartka z przypomnieniem jak bardzo kochasz tę osobę albo wspólna wycieczka. Jakiś drobiażdżek nawiązujący do zainteresowań tej osoby.  Nawet na spacer tylko, tak żeby pogadać, nigdy na to nie ma czasu. Prezentów niematerialnych czasami nie chcemy dawać, bo w gruncie rzeczy trzeba dać od siebie coś więcej, niż pieniądze.

Każdy człowiek jest tak wielopoziomowy, że to aż nie do pojęcia. Każdy jest wrażliwy i ma potrzeby. Tylko trzeba to zobaczyć. Każdy potrafi patrzyć i to wiem – także życzę wam radosnych zakupów i jeszcze bardziej radosnych spotkań!

Sobie życzę żeby komukolwiek ten wpis pomógł. Nic więcej w tej chwili mi nie potrzeba.

PS. Powodzenia w polowaniu z okazji Czarnego Piątku!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *