słowa

Idę do sklepu. Biorę trzy jabłka. Albo nie trzy, lepiej dwa, bo są jakieś duże. Za trzy zapłacę krocie, za ciężkie to. Kiedy kupuję pistacje, to szacuję wagę jeszcze dokładniej – takie to drogie. Kto tak nie robi? Mało kto. Kto się nie liczy z ceną, kto nie zna tego dreszczyku, kiedy ekspedientka podaje zbyt dużą wagę ulubionych słodyczy? „To niech pani parę odłoży”. Ale żenua, nie. Wszystko rozważone. Każda złotówka (no, prawie) przemyślana. Z bólem serca ważę w dłoni parę monet, wstrzymuję oddech i staram się nie myśleć o tym, jak ich ubywa.

A jak to się odbywa w mojej głowie? W twojej głowie. Kiedy mówisz. Wydałeś wszystkie dobre słowa na raz, na wiatr, na zapomnienie. Zostaną te przykre, których nie zważysz. Nie rozważysz i szastasz nimi jak świeżo upieczony milioner. Dobrze się rzuca pieniędzmi, jeśli to nie ty płacisz. Dobrze żyje się z klapkami na oczach, które odfiltrują wszystko, co dla ciebie jest „za dużo”. Kiedy możesz tak samemu filtrować świat, jest bardzo wygodnie. Samemu.

Wszystko jest na wagę. I wszystko można kupić. Czasami jednak to ty wpychasz się ze swoją ofertą, na którą ktoś nie ma w ogóle ochoty.

Zastanów się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *