straszne głupoty

Dzisiaj doszłam do wniosku, że może nic tu nie będę pisać (bo mi się nie chce), a za to napiszę coś w dzienniku, który ostatnio zaczęłam pisać. Pogodziłam się z tą myślą i ochoczo jej przytaknęłam, ponieważ, nie wiedzieć czemu, dziennik jakoś łatwiej się pisze. Tutaj jest miejsce na mój chwilowy przebłysk geniuszu, a jak. Napiszę wam cokolwiek, co mi się wymyśli, żebyście mieli na co zmarnować czas.

Ostatnio staję się specjalistą tego, jak kreatywnie marnować, tudzież pożytkować czas. Czas, który wcześniej niewątpliwie gorzej pożytkowałam, na przykład myśląc o niczym, albo, o zgrozo, przeglądając po raz dziesięciotysięczny facebooka. Na przykład, teraz schną mi jakiś czas temu pomalowane paznokcie. Normalnie poszłabym spać, ale paznokcie mokre. A tyle roboty nie może pójść na marne. Pierwsza opcja – przeczytać trochę książki. Ale to już niemoralne, zważając na to, ile już dzisiaj czasu przeznaczyłam na czytanie książki oraz spanie (skutki ciężkiego weekendu). Druga opcja, zamaskowana teoria rozwoju osobistego – napisać notkę. Ale o czym? O niczym, bo nie ma o czym. To piszę. Rilaks.

Muszę powiedzieć, że rilaks i oględnie mówiąc, traktowanie wszystkiego na dystans (ładnie), jest moim znakiem firmowym w ostatnim czasie. Jestem czilmenem pierwszej wody, zdecydowanie i szczerze polecam tę postawę. Jak zazwyczaj nie miałam na nic czasu, wszystko mnie stresowało i denerwowało, tak teraz wszystko mam w nosie. Jeśli to kogoś interesuje. Naprawdę, jeśli Cię to interesuje, to gratuluję, osiągnąłeś najwyższy poziom lenistwa. O ile taki poziom ktoś wymyślił. Jest coś takiego w ogóle?

Teraz zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak życie zrilaksowanego człowieka jest nudne. Nic się nie dzieje, nic nie jest na tyle smutne, złe i niesprawiedliwe, żeby napisać o tym kolejną, długą notkę. Co prawda, cisną mi się na usta (palce) pewne złośliwe uwagi, ale nie będę ich wygłaszać bo powinny być skierowane ku głupiemu śmiechowi, a nuż ta osoba tu trafi. Ostatecznie cieszę się wielką poczytnością, więc będę uważać. Sława to niepewna kochanka. He he.

Kto chce poczytać o hamburgerze – zabójcy? Inspiracja z podstawówki. Prześmieszne. W każdym razie wtedy mnie to tak śmieszyło, że nie mogłam w spokoju tego przeczytać, ku uciesze pani z polskiego.

Pozdrawiam i dziękuję za wytrwałość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *