the answer

Normalnie o tym nie myślę. Dzisiaj tylko melancholia puka mi w pierś i mówi żebym wpuściła. Jak nie wpuszczę jak wpuszczę. Melancholia jest najlepsza, bo mnie rozumie, bo jestem nią ja sama. Opowiadam sobie i siebie żałuję. Pogłaszczę i przytulę, takiego zrozumienia jak sama u siebie nie mam nigdzie. Normalnie puszczam te myśli obok albo daję to wszystko złości na kark i puszczam do swobodnego galopu. Dzisiaj usiadłam i wszystko na mnie spłynęło jak chłodna woda, znienacka, chociaż mogłam się tego spodziewać. Mogłam się spodziewać wielkiego żalu za każdym razem kiedy ktoś inny mówi tak a mnie nikt nie spyta o zdanie. Kiedy uśmiecham się gorzko i myślę sobie że ja też kiedyś będę mogła wyrazić swoje zdanie na ten temat, chyba niezbyt w to wierząc, za to najbardziej chcąc wierzyć. Przeganiam złe myśli trzema mrugnięciami i ośmioma wolnymi wydechami. Raz, dwa, raz, nie ma. Nie myślę, nie zastanawiam się, czując że stoję w miejscu i się obracam. Szukam wyjścia ale wyjścia nie ma, więc beznadziejnie kręcąc się udaję że tak naprawdę ciągle idę naprzód. Codziennie mały krok i w końcu dojdę do celu. Ciekawe, że cel oddala się ciągle i chociaż ciągle go widzę, nie mogę go dosięgnąć. Nigdy nie jestem nawet blisko. Nie ogrzeję się ciepłem spełnionych marzeń. Czuję gorycz upływającego czasu, czuję ból i czuję jeszcze bardziej niż czas gorzkie łzy które spływają mi do wewnątrz oczu pod uśmiechem i luzem. Codziennie luz i śmiech, w domu codziennie płacz. Ale poza tym wszystko dobrze. Naprawdę, poza tym wszystko, wszystko bardzo dobrze.

Nie chcę na to patrzeć. Chcę się zamknąć w jakiejś kulce która odetnie mnie od wszystkich dobrych wiadomości od wszystkich wspaniałych ludzi. To nie to że się nie cieszę. Nie jestem raczej wredną suką która zazdrości tak nieładnie, że wykluwa się marzenie żeby nikomu nic się nie udało ponad to co udało się mnie. Oglądam i obserwuję i naprawdę chcę kiedyś być w stu procentach osobą która tylko ciągle się inspiruje i ani chwili nie zazdrości. Taką co tylko pracuje i tylko się z tego cieszy. Nigdy się nie nudzi w pracy a po porażkach podnosi się szybciej niż upadła. W sumie wierzę że jest to możliwe… tymczasem siedzę tutaj i czuję że to takie smutne. Świat się ciągle kręci, ludziom się udaje albo na to pracują i ktoś uznaje że owszem zapracował. A ja tu siedzę, pracuję albo wydaje mi się że pracuję? i nic. I się kręci, czas leci a pieniędzy coraz mniej. Znów wieczór, znów jesień, znów zima a potem wiosna. Przy tym ciche westchnienie że jakoś to będzie. Jakoś to będzie…

Jakoś to będzie bo się naprostuję i przemyślę. Uznam, że właśnie dzisiaj zrozumiem porządek świata i zrozumiem dlaczego dzieje się dla mnie tak jak nie chcę a tak jak chcę to być nie będzie. Takie założenie napawa mnie niezmiennie spokojem i niezmiennie nic nie daje. Znowu jest jak było, czyli czasem smutno a weselej wtedy kiedy uwierzę że coś zmieni się tak z dnia na dzień. Że to właśnie dzisiaj może będę szczęśliwsza o tą jedną odpowiedź. Chcę przecież coś powiedzieć, cokolwiek, ale nikt nie chce mnie spytać. Puszczam więc czas między palcami i patrzę jak umyka chwila za chwilą. Umykają a mogłabym je wypełnić, spieniężyć, zmienić w szczęście i wielkie spełnione marzenie. Tymczasem dni pękają jak bańki mydlane, jeden za drugim, a ja myślę o szczęściu którego oczekuję z naiwną i trochę głupią pewnością. Przecież jutro może mnie nie być, moja nieobecność będzie tak realna jak obecność dzisiaj. I trochę bardziej wieczna. Zdecydowanie wieczna i całkiem nieodwracalna.

Puknę się w głowę że tyle czekałam na jedną rzecz. Na jedną rzecz która może nigdy się nie zdarzyć. Parę słów które mnie uskrzydlą i spełnią wielkie marzenia pewnej małej dziewczynki która siedziała zawsze w głowie. Siedziała w głowie i za dużo sobie wyobrażała. Potem, jak rosła, jej marzenia zderzały się po kolei, dzień po dniu, z rzeczywistością która uczy pokory w spełnianiu marzeń. Ale ona sobie rosła dalej, coraz większa ale nadal nie duża, coraz mądrzejsza ale nie mądra i wiedziała czego chce. Z tym że to były marzenia i marzeniami pozostały, a czas przesypuje się przez palce. Chociaż czas mija tak szybko a pamięć wymazuje połowę życia po to żeby zapełnić się nowymi wrażeniami, niektóre pozostają na swoim miejscu. Pozostają piękne i trochę niedoścignione. Tylko trochę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *