the way we were

Dzisiaj siedzę sobie i martwię się wszystkim po kolei, nie cieszę się absolutnie z tego że idą święta i że piosenki. Nie wzrusza mnie świąteczna aura. Ja tylko próbuję pogodzić się z wszystkimi błędami i z całym smutkiem który mi ciąży w dzień i w nocy. Czasami są takie sprawy które uniemożliwiają całkowicie bycie szczęśliwym ponieważ przekreślają całe wyobrażenie o szczęśliwym życiu jakie się będzie wieść. Czasami marzyłam żeby innym czytać w myślach, teraz żałuję że niektóre myśli zmieniły się w słowa. Czasami słowa to zbyt wiele do udźwignięcia. Czasami trzeba je ciągnąć za sobą jak wielkie wory ziemniaków, kiedy jest mróz i wszystko tak boli. Boli i jest trudno, a to wszystko jest tak bardzo do przejścia. Do przejścia, do zapomnienia i przeżycia. Do machnięcia ręką albo wygadania się przy winie po to żeby rano tylko bolała głowa, nic więcej. Do przejścia tylko nie dla mnie. Do przejścia w bliżej nieokreślonym czasie, po bliżej nieokreślonej liczbie dni spędzonych na patrzeniu w okno i zastanawianiu się dlaczego tak i dlaczego nie, dlaczego ja i dlaczego ty mnie, dlaczego, dlaczego i wielki żal dlatego. Najgorzej myśleć sobie że się na coś zasłużyło. Potem nadchodzi rzeczywistość i niezbyt delikatnie mówi że niekoniecznie kiedykolwiek zasłużyło się sobie na cokolwiek. Szczęście i spełnienie marzeń jest niekoniecznie dla tych którzy na to pracowali. Pracowali albo wydawało im się że pracowali. Im, czyli na przykład mnie. Za dużo siedzę w głowie i wymyślam sobie, że skoro robię wszystko tak jak ma być, to będzie tak jak sobie wyobraziłam. W życiu nie ma nagród i nie ma zasłużyłam. Niektórzy mówią że jest ale ja mówię że nie ma. Widzę że nie ma i czuję że nie ma, inaczej wszystko by mnie tak nie bolało. Nie ma.

Zatapiam się powoli w gęstej mazi w którą zmienia się ciągły niepokój. Dryfuję i nie próbuję się wydobywać. Podobno umierający w wodzie nie wydają z siebie żadnego dźwięku – ja na razie wydaję dużo więc chyba będę żyć. Będę żyć ale co ja robię ze swoim życiem? Nie wiem czy przeżycie większości podarowanego sobie czasu na tym czym właśnie się zajmuję jest uznawane przy bramie w niebie. Nie jest, nie będę się łudzić. Na razie dryfuję i najwyraźniej nieudolnie próbuję wydobyć się stąd gdzie wpadłam zupełnie przez przypadek. Bo kto planuje porażkę w miejscu największych marzeń? Ja nie planowałam a teraz jestem tu. Płynę i próbuję się pozbierać. Zbieram się kawałek po kawałku, składam swoje marzenia i mówię swojemu smutnemu sercu że widocznie tak miało być. Ono co prawda nie rozumie ale ja nie przestanę mówić dopóki oboje się nie poskładamy. Dojdziemy do siebie, do radości, do rzeczywistości, do tego co mieliśmy kiedyś. A póki co dzielę się na małe nieszczęścia które przy smutnej melodii wyciskają okrągłe łzy, rozbijające się o świat jak to wszystko co myślałam, jak wszystko co czułam i wyobrażałam w piękne, bezsenne noce.

Potem pocieszam się że to minie i nie mam na pewno najgorzej, ktoś ma gorzej. Myślę że zapomnę i ten ciężki od smutku czas minie nawet dla mojej pamięci. Nie będę pamiętać smutku a kiedy powrócę do tych dni, uśmiechnę się z rozrzewnieniem. Pomyślę że smutny czas jest też potrzebny i z pewnością uznam, że wiele mnie nauczył. Pomyślę że to wszystko było po coś i pójdę dalej, trochę starsza i za stara jak na to co zdołałam osiągnąć w życiu. Trochę żałująca swojego rozpamiętywania wszystkich emocji, rozbijania każdej z nich na kawałeczki i analizowania raz po raz. Ale rozumiejąca że niektóre rzeczy już są jakie są a ja jestem jaka jestem. Taka, która nie potrafi pozbierać się raz dwa i iść z uśmiechem przed siebie. Taka która zbiera wszystko, przyjmuje do siebie bez dystansu, zaszywająca się w norce i trawiąca to wszystko w wielkim bólu.

To co teraz mnie bardzo boli, to, czego nie da się wyrwać z siebie i wyrzucić do śmieci pod blokiem, pewnie kiedyś będzie jednym ze wspomnień. Trochę dziecinnym jak wszystko na co się patrzy wstecz. Dziecinnym ale naznaczającym wielkim smutkiem który tylko czas może uleczyć. Pytam tylko czy będzie chciał uleczyć, czy będę nieufnym człowiekiem który będzie już zawsze kwestionował każde spontaniczne pragnienie, ograniczał słowa i gasił gorącą głowę pełną pięknych marzeń o księżniczce której miłość jest piękna jak kwiat róży.

Okazało się że bajki o księżniczkach to owoc czyjejś głowy równie pełnej marzeń jak i moja. Marzyć można, na marzenia pracować trzeba, ale to nic nie znaczy. Bajki istnieją tylko w bajkach, nie tu.

what’s too painful to remember
we simply choose to forget

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *