to wszystko

Wiesz, że tutaj nic się nie zmieniło. Minęło tyle czasu, ale nie tyle żebyś nie poznała swoich miejsc. Możesz mi wierzyć że wszystko się toczy tak samo nudno jak wcześniej. Wszyscy narzekają tak samo dużo, pogoda powoli przyjmuje jesienne barwy i nastrój. Parę budynków zostało odnowionych, tak żeby się zachwycić od czasu do czasu postępem, który naprawdę istnieje u nas. Większość nawet nie zdziwi się, że już jesteś, jedynie że czas tak szybko leci. Leci tak szybko, a oni nic przez ten czas. Zresztą to na pewno wina czasu. Ja także chcę w to wierzyć.

Winą czasu jest to jak długo cię nie było a jednak przeleciał. Ja tutaj, ciągle w tym samym miejscu, siedzę i myślę tak jak wcześniej. Możesz wierzyć lub nie ale to naprawdę minęło. Mimo że wyszarpuję codziennie cenne minuty sama sobie, czasami innym. Wyszarpuję i myślę czasem że naprawdę dobrze je wykorzystuję. A tu nagle wracasz i okazuje się że tyle minęło. Nie zmieniło się nic i wszystko. Wiesz, że jestem inna, wiesz lepiej niż inni że to prawda. Obecność czasami bywa myląca. Nieobecność pozwala przyjąć ciekawą perspektywę. Bez przekłamań. Wszystko nagie i jasne jak po narodzeniu.

Bycie innym niż wczoraj to przywilej dnia dzisiejszego. Uważam zresztą że świadczy o postępie nawet jeśli zmieniasz się na gorsze. Jutro mogłabyś dojść do wniosków które naprawiłyby chwilową niedyspozycję. Wiem, że odkładasz każdy dzień wygładzając go dokładnie jak świeżo wyprasowaną koszulę. Wiem i to podziwiam, nie ma dnia zmarnowanego, każdy niesie naukę dzięki której nigdy nie stoisz w miejscu. Dla ciebie czas jest sprzymierzeńcem, równoważnym z postępem. Nie zawracając sobie głowy jego mijaniem, popychasz wózek życia wciąż do przodu i tracisz mnie ze wzroku. Ja za często jestem tam gdzie byłam. Nie wracasz.

Czas twojej nieobecności minął mi jak jeden dzień, ale kiedy obejrzę się wstecz i poświęcę trzy sekundy przemyśleniu co się zdarzyło, uznam że zdarzyło się tak dużo. Stwierdzę z pewnym uczuciem ulgi że nie mogłabym jechać i zostawić wszystkiego. Usuwam niepewny głos, że powinnam jechać z tobą. W imię rozwoju jechać nie oglądając się za siebie. Zastosować bardzo mocny ostatnimi czasy tak zwany zdrowy egoizm i ustawić siebie jeszcze bardziej w centrum niż to zwykłam robić. Jechać, nabyć całe worki nowych doświadczeń i wracać z nadzieją, że tutaj nic się nie zmieniło. Odkryć ku własnemu przerażeniu że zmieniło się wszystko.

Masz swój niewymuszony postęp. A ja bym tak chciała wszystko na jedną kartę. Byle szybko. Nie kroczkami, bo się to nudzi, niech po prostu będzie nagle to co chcę. Wybuchnie i uczyni mnie szczęśliwą, zostawi wszystkich w tyle. Niech obserwują. Ty masz swoje małe kroczki, którymi idziesz szybciej niż ja swoimi mrzonkami o wybuchu. Idziesz konsekwentnie, spalając się dla swojej drogi, nie żałując żadnego dnia, z każdego wyciągając maksimum. W końcu robisz wielki krok, wracasz i ku swojemu zdziwieniu stwierdzasz że tutaj nic się nie zmieniło. Tak samo przyjaźnie otwiera ramiona twój dawny świat. Ty i twoje wypracowane szczęście. Ty i twoje szczęście którego każdy ci zazdrości.

Wreszcie wpadniesz w jego ramiona, obejmiesz tak jakbyś znała go od wieków. Wreszcie stanie się jasne, że do tego miejsca właśnie prowadziły wszystkie uparte kroczki. Będziesz mieć mój wybuch radości na który wszyscy będą patrzeć. Patrzeć i uśmiechać się razem z tobą bo każdy wie ile te kroczki kosztują. Każdy będzie wiedzieć dobrze, że to tutaj cię zaprowadziły, twoje własne wypracowane. On tego nie będzie wiedział, nie będzie wiedział nic poza tym że tutaj właśnie miał iść. Na krótką chwilę znajdzie miejsce w swoim życiu, przestanie szukać swoimi upartymi krokami. Na chwilę przestanie czuć niepokój, bo właśnie znalazł swoje miejsce na ziemi. Spojrzy na ciebie jak na kogoś kogo się zna tak dobrze w swojej głowie a pierwszy raz widzi się go w rzeczywistości. Trudno uwierzyć że cuda nie istnieją kiedy takie coś się dzieje. Trudno, ale to nie cud. To twoje małe kroczki.

Wiesz, że tutaj nic się nie zmieniło. Mimo tego patrzysz na wszystko ze zdziwieniem tak, jakbyś widziała to pierwszy raz. Naprawdę, wszyscy trochę zazdroszczą ci tego poznawania na nowo miejsc i ludzi już dawno poznanych. Nowość niesie ze sobą powiew świeżości i cudownego podekscytowania. Wróciłaś i potrafisz cieszyć się tą nudą nawet, chłód ci nie przeszkadza. Zauważasz jedynie że tak rześkie powietrze o tej porze jest tylko u nas. Twoje kroki są sprężyste i pewne bo wróciłaś do domu, którego nie widziałaś bardzo długo, który w twoich oczach odmłodniał, nabrał w siebie nową dawkę życia i radości. Uważasz że ma ci więcej do zaoferowania kiedy będziesz stawiać swoje konsekwentne do bólu małe kroczki i osiągać to czego jeszcze nie osiągnął nikt. Ja będę snuć się za tobą jak cień i dalej kryć przed słońcem. Narzekać że za jasno a ręce zimne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *