we don’t need another hero – poradzimy sobie sami

Dlaczego deszcz równa się ze smutkiem? Dlaczego jak widzę, że pada, to nie umiem podnieść się z łóżka? Dlaczego ta woda z nieba przygniata mnie tak, jak kładzie zboże w polach? Zwycięża mnie już przed rozpoczęciem walki, ja… się poddaję. Przepraszam pana, ale ja tak nie mogę. Ja się wycofuję, nie mam siły. Deszcz, proszę pana, to dla mnie za wiele. Ja nie powinnam żyć w takie deszczowe dni. Po deszczowym dniu nadchodzi deszczowa noc, a stopy marzną mi pod kocem, bo nie ma kto ich ogrzać. Co tu zrobić, jak się nie poddać? Deszcz jest taki silny. Poddawanie się daje taką małą ulgę, malutki smutek. Ciche, smutne piosenki i kap, kap, kap… a ja chowam się coraz głębiej pod koc, pod kołderkę mojej wierzchniej skorupy.

Swoją drogą, proszę pana, słyszałam zaskakujące wieści. Mówili, że (no naprawdę, ja pana nie wrabiam) nie warto sobie marzyć. Wie pan, że jakieś przejażdżki bryczką w lecie z księciem z bajki, że śniadanie przyjdzie do łóżka na ukochanych nogach. Nie, nie, to nie o to chodzi, że takie rzeczy się nie  d z i e j ą. Dzieją się, ale tak rzadko, że za szybko człowiek spotyka ten deszcz. I wszystko spływa razem z nim. Wszystkie nadzieje i głupie zaufania. Zostaje deszcz, leje, pada, pada, pada, pada i powala z powrotem na ziemię.

Po co się otwierać, skoro wszystko zostanie skradzione, i zostaniesz z niczym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *