when will I see your face again

// słuchane na pętelce: https://youtu.be/d41TPgRdFPs

Jeżeli miłość objawia się bólem po rozstaniu to ja cię kocham. Kocham a kochając siedzę i wlepiam nos w okno, w którym już dawno cię nie widać. Wypatruję sobie oczy za twoimi plecami chociaż, żeby dotknąć kiedy samotność przytula mnie do siebie tak mocno. Czas leci mi szybko wtedy kiedy tego nie chcę, leci wolno wtedy kiedy czekam. Chwile ciągną się wtedy kiedy chcę je skompresować do szybkiego mrugnięcia i już. Moje chwile to marzenie o tym żeby stąd uciec, uciec daleko od tego czego sama od siebie wymagam i od tego czego inni wymagają. Moje serce jest zdecydowanie bardzo daleko od tego co tutaj, ono pędzi torami i drogami do ciebie. Pyta mnie ze zdziwieniem co jest ważniejsze od bycia razem. Mówię że nie wiem a mimo wszystko siedzę i przeżuwam niecierpliwie swoje cierpienie. Obowiązki i rozsądek przygniatają mnie do krzesła. Nie gonię po bilet, nie planuję że wreszcie razem, siedzę i cierpię jakby cierpienie mogło coś dać, przeminąć od samego trwania i wytrzymywania.

If I could wish one thing, I’d hear you call my name

Nie idę ani w jedną ani w drugą stronę. Nie wsiadam w pociąg ani nie przestaję myśleć. Idę deszczowymi ulicami średnio ładnego miasta, w głębokim listopadzie nic nie wygląda dobrze, a to tym bardziej nie. Idę i widzę cię, wychodzisz z kamienicy. Serce zareagowało w ułamku sekundy, podskoczyło radośnie a z nim ja. Podbiegam. Chcę cię złapać, już prawie jestem, ale to znowu nie ty. Spodziewałam się tego gdzieś w głębi, w miejscu które mówi mi że jednak lepiej zostać skoro obowiązki. Spodziewałam się. I wzdycham do szarego nieba dlaczego marzenia tak rzadko są spełniane. Ja chcę tak mało, chcę cię tylko zobaczyć. Przypomnieć sobie jak to jest widzieć cię inaczej niż innych, jak to jest czuć się w domu, jak to jest czuć stado motyli w całym ciele. Po prostu zobaczyć cię i zmyć bolesną tęsknotę na chwilkę, zanurzyć się w zapachu i wiedzieć że tu są wszystkie marzenia.

Jest dobrze kiedy rzeczywistość pochłania mnie na tyle, żeby nie myśleć. Wtedy myślę sobie, jest dobrze, jestem opanowanym człowiekiem który jest zupełnie niezależny od kogokolwiek. Rozpiera mnie duma i na pewno nie tęsknię, ale potem jednak coś mi nie wychodzi, wpadam w spiralę stresu że nie zdążę, że nie dam rady, że jestem nie dość dobra i na pewno nie wystarczająca… powiedz, kiedy wreszcie cię zobaczę, kiedy pomożesz przetrwać i przytulisz? Kiedy porozmawiasz cierpliwie nie zważając na porę, kiedy wreszcie będziesz tutaj, zaraz, obok? Ile jeszcze?

When will I see your face again?

Siedzę i wlepiam nos w okno, przez które jeszcze niedawno cię widziałam, wiedząc, że tutaj kończy się radość. Płaczę, chociaż nie chcę żeby ktokolwiek wiedział. Płaczę bo płacz pomaga, żal nad samą sobą jest szybkim i dostępnym od ręki lekarstwem. Nie widzę radosnej przyszłości, dni i lata widzę jako pasmo tęsknot przeplatanych krótkimi chwilami bycia razem. Nawet się na to godzę. Innej rzeczywistości nie znam i tak bardzo boję się, że umrę zanim uda mi się spełnić wszystkie marzenia. Szczególnie to, żeby już nie tęsknić. Nie tęsknić, proszę, nie chcę już tęsknić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *