why don’t you give me some love?

…But little pieces by the highway bring me down.
Mine is not a heart of stone, I am only skin and bone,
And those little pieces are little pieces of my own.
Why don’t you give me some love?
I’ve taken a ship-load of drugs.
I’m so tired of never fixing the pain.
Valium said to me,
I’ll take you seriusly,
And we’ll come back as someone else,
Who’s better than yourself.
Many faces at the doorway all hang round.
Watch me fighting in the hallway but make no sound.
So standing all alone, and I’m only skin and bone.
So many faces but they all look out for their own.
Why don’t you give me some love…

Wchodzisz do pokoju, a tam jeszcze unosi się mgiełka żalu, którego nie zdążyłam wywietrzyć. Zawsze mnie zaskoczysz. Wejdziesz, i go nie zauważysz.  Zawsze w swoim świecie, zejdziesz czasem na ziemię, i zobaczysz tę pustkę w moich oczach. I jak zawsze, nie odczytasz jej prawdziwego pochodzenia. Powiedz mi, dlaczego?

Jej myśli nabrały koloru nieba późną zimą. Jeszcze nie ma wiosny, już nie ma zimy. Czas zawieszenia w nicości. Czas nijaki, taki, jak jej spojrzenie od miesiąca. Chłód przenika każdego, kogo nadzieja wychyli z okna, licząca na mały promyk słońca, a rzeczywistość zimnym wiatrem wepchnie z powrotem do środka, rozwiewając wszystkie nadzieje. I tak siedzimy za szczelnie zamkniętymi oknami, spoglądając tęsknie w już nie zimowe niebo, czekając na najmniejszy chociaż promyczek słońca, zapowiadający lepsze czasy i na ziemi, i w sercu.

A promyczek nie przychodzi, mimo wołania. Całe poświęcenie, całą miłość przyjmujesz z obojętnością. Patrzysz w niedostępne twarze starych bogów, sztywne figury nie mogące cię nawet dotknąć. Pocieszyć. Przytulić, otoczyć ciepłem. Zanurzyć nosa w pachnące włosy i odpłynąć w krainy tylko nam znane. W krainy, które utworzyłam dla ciebie w moim sercu.

Przechadzasz się tutaj, zaszczycając mnie ledwie uśmiechem. Mówisz, że nie umiesz okazywać miłości, a to nie znaczy, że jej nie czujesz. A ja jestem tutaj, pragnąc małego gestu raz na dzień. Chociaż raz na dzień, powiedz mi, że mnie kochasz. Bo widzisz, twoje słowa są jak jedzenie. Kiedy ich nie ma, chudnę i marnieję. Dlaczego na to pozwalasz?

A ja ci mówię, że szczęście czeka na nas tuż za rogatką. Za naszym ulubionym drzewem.  W trawach, które pachną świeżością, w czystej wodzie wysoko w górach. Nawet w naszych nieporozumieniach, kto nam to odbierze? Biegniesz, śmiejąc się, ja cię gonię i szczęście unosi się w powietrzu, takie ulotne jak każda chwila, jak całe nasze życie. Dlaczego pozwalasz mu uciekać przez palce i patrzysz zdziwiony, jak małe dziecko z otwartą buzią, jak ucieka? Zaciśnij pięść. Wybiegnij przez drewniany ganek po swoje. Jak czegoś chcesz, jak czegoś pragniesz, to dlaczego za tym nie pobiegniesz, mój aniele? Ja wierzę, że jak czegoś się bardzo pragnie, to można to zdobyć. Tylko trzeba tego pragnąć bardzo. Nie tak trochę.

Dlaczego patrzysz na mnie z  niedowierzaniem? Dlaczego nic nie mówisz? Długie westchnienie. Nie, nie zwariowałam. Nie uważam, że jest to abstrakcja. Uważam, że niektóre rzeczy są trudne do zrealizowania, ale to nie znaczy, że realizacja jest niemożliwa. Spójrz za okno. Tyle spraw jest dla nas ciągle tajemnicą, niedowierzaniem, a istnieją i nas uszczęśliwiają. Może czas na trochę ufności. Na trochę miłości. Na mnie.

 

http://www.youtube.com/watch?v=qE1EcdAXXss

2 thoughts on “why don’t you give me some love?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *