you are

Zastanawiam się dlaczego niektóre sprawy i zdarzenia a najbardziej, dlaczego niektórzy ludzie mają określony swój czas tutaj. Jest parę takich spraw, zdarzeń a najbardziej parę takich ludzi którym Bóg powinien powiedzieć: żyj w nieskończoność, bo jesteś światłem dla niewidomych, uśmiechem dla smutnych i bogactwem dla ubogich. Żyj bo jesteś tak doskonałym moim tworem, że napatrzeć się nie mogę ja, moi aniołowie i wszyscy ludzie którzy ciebie poznali. Nieś na barkach ciężar miłości ludzi i nieś na barkach ciężar swojej miłości do ludzi. Tak w nieskończoność wydeptuj ścieżki swojego życia, uzdrawiaj serca które chcą być uzdrowione i nigdy nie umieraj. Jeśli umrzesz to wszyscy westchną i będą wiedzieć że teraz trochę radości uleciało z każdego serca, źdźbła trawy, kamyka i wiewiórki w parku. Kocham cały świat tak bardzo że nie chcę odbierać im wielkiej radości przebywania z tobą.

A jeśli powiesz że już wszystkie swoje ścieżki przeszedłeś i chcesz położyć zmęczoną głowę na moich kolanach, przyjmę ciebie jak każde moje dziecko. Kiedy przyjdziesz i poprosisz to ja nie odmówię, powiem czekaj chwilę, jestem strasznie zajęty. Pójdę i zawołam tę jedną osobę która naprawdę nie chce słyszeć twojej prośby i powiem jej: chodź szybko, twoja droga się kończy, twoje oczy gasną. Chodź bez smutku i bez strachu, przepadnij w moje ramiona. Ja ciebie ochronię przed największym bólem tak jak kiedyś ci obiecywałem. Utulę, zasłonię uszy żeby tego cichego żalu nie usłyszały, żalu że on chce już umierać. Dam mu odejść przed wiewiórką z parku, przed zielonym źdźbłem trawy, przed panią w sklepie, przed panem na ulicy, przed wszystkimi którzy chodzą, oddychają i mają czas. Nie dam mu odejść przed tobą, przemkniemy przed jego strapionym czołem, zamyślonym, samotnym i spotka cię już tam, dalej. Przyjdzie do ciebie z wyboru i zmęczenia, ze starości która przytłoczyła mądrością słabe barki. Przyjdzie z głową w chmurach i zadziwi się tak jak widział cię pierwszy raz, że to ty. Wpadniecie na siebie z radością, przepadniecie przez ramiona, tak teraz jak sto lat temu, kiedy przepadliście pierwszy raz.

Tam oddam wam wszystkie listy i wyczyszczę wspomnienia. Spojrzycie z jasnością jakby ktoś wam zdjął zasłonę z oczu. Będziecie wiedzieć, to ona, to on, złączeni na zawsze, tak jak było mówione na początku świata. Na chwilę tylko zdziwi się co tu robisz, nie wiedział o twoim odejściu, o twoim strachu, sam zajęty swoim i szczęśliwy że on pierwszy. Wymodlone odejście w wieczne szczęście, wymodlone szczęśliwe odejście. Świadoma tego że każde szczęście się kończy, to ziemskie najbardziej, prosiłaś więc dostałaś. Dlaczego tyle ludzi nie prosi? Przecież zależność jest prosta, kto dostanie cokolwiek bez poproszenia? Nikt nie lubi prosić, przepraszać, uważać ani przyznawać racji. Ale warto, tak bardzo warto.

Trzeba być odważnym kiedy strach. On nie był zawsze, ona chyba nigdy. A trzeba być odważnym za kogoś, dźwigać i iść do przodu kiedy wszystko w środku się cofa. Zaprzeć się samego siebie i iść za niego do przodu, nieustraszenie chociaż serce się trzęsie. Udawać że nie wiem chociaż wiem, otrzeć łzy i powiedzieć nie płakałam. Nie spać i powiedzieć wyspałam się, nie zjeść i powiedzieć nie jestem głodna a po tym wszystkim nie uważać się za bohatera ale za człowieka który chociaż próbuje dla dobra którego nie da się zrozumieć. Dla dobra które jest ale nie umie trwać wiecznie i w końcu skończy się dla mnie jak dla każdego. Skończy się kiedy spojrzę po raz ostatni, mam nadzieję uśmiechnąć się i powiedzieć to co zawsze trzeba mówić wszystkim. Skończy się wtedy kiedy będę mogła powiedzieć nie martw się zaczekam. Nie odwrotnie. Nigdy odwrotnie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *