your protector

Zamykam oczy, jesteś. Otwieram, nie ma cię. Zamykam je znów i otwieram, wracasz. Co mrugnięcie inny, co mrugnięcie cieszę się bardziej bo nic nie znika. Nie liczę czasu na przekór całej reszcie świata, mrugam tylko. Z każdym mrugnięciem parę milisekund uboższa. Z każdym dalej w życiu, każde prowadzi do czegoś innego. Idę i odkrywa przede mną całą paletę zdarzeń nieodkrytych. Codziennie odkrywam na nowo że jesteś i codziennie tak samo mnie to dziwi. Żyję między nadzieją że będziesz i szczerym zdziwieniem że ciągle jesteś. Nie uciekasz kiedy odwracam od ciebie głowę, ochraniasz to co nasze i nie nasze. Zapewniasz pół świata że szczerość istnieje, przestając słuchać kiedy oni zaczynają szydzić i ciągniesz swoje naiwnie optymistyczne życie. Kto by oddał siedem tłustych lat swojego szczęśliwego życia żeby mieć to co ty osiągasz bez wysiłku. Każdy z nas wie gdzieś w środku że dobrze przez życie jest iść godząc się na wszystko i kochając je. Ile razy sam krzyczysz ze nie możesz, potem powracasz z uśmiechem i naprawdę nie pamiętasz co się stało. Naprawdę nie pamiętasz.

Nie czekasz na zmiłowanie losu tylko idziesz i się uśmiechasz. Ile twojego uśmiechu potrzeba wszystkim? Idziesz i dajesz, a ten ginie w tłumie potrzebujących. Zmagasz się z diabłem i mówisz w końcu że nie masz naprawdę siły. Ale walczysz i potem znowu jesteś sobą, nie widzisz nikogo i widzisz wszystkich na wylot. Wszystkich w całości, nie wyrywkowo, nie jak przyjaciel, jak stwórca. Ten który wie z czego się składam i dlaczego tak. Wiesz wszystko a i tak ten twój nieśmiertelny uśmiech nie znika z twarzy. Idziesz i mówisz że mnie ochronisz. Słyszy to każdy kto przechodzi obok. Słyszy i uważa że to do niego mówisz. Na parę sekund jego życie wydaje się pasmem błogosławieństw. Potem głowa opada coraz niżej i już zapominają, ona i on, każdy z osobna, co powiedziałeś. Powiedz mi dlaczego się nie zniechęcasz? Twój uśmiech przykrywa zmarszczki po łzach koło oczu. Prostuje kreskę na czole, rozpromienia wszystkie twarze. Przecież widzę że nie jest łatwo. Widzę, że sam sobie to wymyśliłeś, ale nie wiem dlaczego. Nie wiem co ci to daje prócz chwilowej radości, że ktoś jest na chwilę szczęśliwszy. Szczęście to nie kwestia chwili. Tą chwilą poprawiasz im na chwilę widoki na dzisiejszy dzień i na całe życie, ale tylko przechodzisz.

A może to oni tylko przechodzą. Spoglądają i biorą to co widzą. Odwzajemnia uśmiech i to na pewno dzięki mnie będzie miał na chwilę lepszy dzień. Idą dalej, na chwilę zadowoleni z działania czystego i dobrego przejawu człowieczeństwa. Może ty powinieneś im otworzyć oczy że to co jest człowieczeństwem jest w istocie czymś więcej. Może powiesz im że są dużo lepsi niż im się wydaje i dużo bardziej potrzebni tej obcej kobiecie która idzie w czarnych szpilkach z naprzeciwka. Zamiast ich upomnieć że osiedli na laurach to ty się uśmiechasz. Widzisz że sami siebie niszczą i zabijają, bez pamięci i tracąc swoje człowieczeństwo.

Spoglądasz i uśmiechasz się. Otwierasz oczy i widzę że naprawdę za dużo mrugam. Przesypiam całe swoje życie nie widząc tego co ty. Widzę ludzi kochających i uśmiechających się do siebie. Widzę takich którym na pieniądzach zależy umiarkowanie, za to na mnie bardzo. Tak, to jest trudne do zrozumienia, na mnie bardzo. Idziesz i śmiejesz się szczerze, bo właśnie ktoś uwierzył że ta pani nie oddała kota z powodu braku człowieczeństwa w człowieku. Zza rogu wyszedł ktoś kto o kocie marzył i znowu zrobiłeś że świat wierzy w siebie. Uśmiechasz się i każdy wierzy że nigdy nie pójdziesz. Będziesz nas chronił, nas jako wszystkich, nas każdego z osobna, nas troskliwie jakby nikt nie był brzydki. Nie odejdziesz nawet po skończeniu świata bo wiesz że jak pójdziesz to ten kot nie znajdzie człowieka a tamtą panią zaprowadzą na szubienicę. Smuci cię to trochę ale jakimś dziwnym trafem rozumiesz. Ja nie rozumiem. Ale na tym chyba polega fenomen ciebie. Idziesz i rozumiesz nie próbując analizować. Może to ten twój uśmiech przykrywający zmarszczki wokół oczu.

Idziesz i łamiesz zasadę dawania bo widzę że nie dostajesz nic w zamian. Idziesz i nie mówisz nic na przekór naszemu światu który nauczył się mówić coraz głośniej. Wiem że zawojujesz cały. Po prostu nie doszedłeś jeszcze wszędzie. Twoje stopy się męczą i musisz przystawać a świat jest taki duży. Taki duży, ty jeden, twoje stopy dwie, idziesz. Czasem ktoś idzie za tobą ale w końcu i on gdzieś odpada. W swojej naturze dawcy nie masz żalu tylko się uśmiechasz i idziesz dalej. A pod twoimi stopami kwiaty, przed nimi kamienie. Twoja dłoń powstrzymuje ciosy i zmienia w uśmiech. Jesteś na pewno królem uśmiechu. Po tobie nie ma samotności, jest uśmiech. Przed tobą wyzwania. Dobrze, że nie boisz się wyzwań. Dobrze, że twój uśmiech jest jedyną tarczą której nikt nigdy nie przebije.

Teraz idź spać, odpocznij. Jutro też możesz powiedzieć ludziom że są naprawdę wspaniali. Jutro usuniesz wyjątki i wszystkie ale. Jutro czeka na ciebie, ale po to zrobiłeś noc żeby móc spać. We śnie też się uśmiechniesz i ta noc będzie o tyle lepsza dla stu milionów serc, tych tutaj i tych tam. Idź spać, przytul na dobranoc wszystkie smutne twarze i zimne ręce. Oczyścisz i opowiesz o miejscu w którym każdy ma swoje łóżko i wielki otwarty dom pełen książek. Albo zamknięty pełen zwierzaków. Albo pełen niczego, jeśli sobie życzysz. Jest tam wielkie morze z pięknymi statkami i jest tam ten którego nie widziałeś już osiem lat i tęsknisz. Są wygodne fotele i jest mnóstwo powitań. Potem są długie wieczory i o ile sobie tego życzysz długie noce. Nie ma czasu, jest mnóstwo tego czego chcesz. A nad wszystkim panuje miłość i się uśmiecha.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *