zdarzyło się

Czai mi się w głowie coś mrocznego, pełnego tajemnic i zagadek. Świat spowity mgłą, z pułapkami na każdym kroku. Żebrak wyciąga brudne i zniszczone chorobą ręce, patrzy spod poszarpanego kaptura jednym okiem. Powietrze pełne jest smrodu wielkiego miasta, stukotu kopyt pędzących koni. Szybciej, coraz szybciej jadą schowane w bryczkach wyperfumowane panie. Wśród ogólniej wrzawy pędzi przez nikogo nie zauważony czarna, wysłużona bryczka ciągnięta przez białego jak śnieg i czarnego jak sadza, wielkie konie, błyszczące w przesłoniętym przez mgłę słońcu. Bryczkę zauważa tylko młody, około 12-letni chłopak, ubrany w strój żebraka. Stoi przez chwilę i pędzi na oślep sobie tylko znanymi skrótami… On wie lepiej niż ktokolwiek, kto jedzie tą bryczką i co ona zwiastuje. Jego szaleńczy bieg jest śledzony przez duchy przeszłości ukryte w wąskich uliczkach, unoszących się wraz z londyńską mgłą. Pomarszczone, uśmiechnięte złośliwie twarze śledzą jego każdy ruch i szepczą coś, ale on nie słyszy… Trzymając kurczowo czapkę, biegnie bez tchu, potyka się i pada, uderzając głową w mokry bruk. Spada w dół, w dół, krzyczy, ale nikt nie słyszy jego wołania, jego przeraźliwy skowyt odbija się od brudnych ścian tunelu, on leci w nieskończoność. Nieskończoność, za którą już nic nie ma, jedynie ona sama, ze swoim złowieszczym echem, niesłyszącymi ścianami i ciarkami strachu na plecach. Czy coś jest gorsze od ciszy i nieskończoności? Opowieść się zaczęła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *