złe dni

Ciężki dzień. Jeden z cięższych, ponieważ ciężkość przychodzi z wewnątrz, z braku siły potrzebnej do rozumienia świata i ludzi, z braku siły do odbicia piłeczki. Tak, jakbym miała dni jeszcze sto, dwieście do nadrobienia tego jednego złego dnia, nie przejmuję się tym i marnuję czas na zły humor. Na dogadywanie, na utyskiwanie na zły los, zazdroszczenie innym którzy mają to czego nie mam ja. A chcę mieć. Ja tylko wiem jak bardzo chcę to mieć. Chcę tu i teraz, bez taryfy ulgowej dla dziwnych zasad w myśl których wszystko się dzieje. Niech nieciekawy czas przeleci w przyspieszonym tempie, a ja zdecyduję, kiedy nacisnąć play. Dzięki temu, że tak się nie dzieje, najadłam i najem się jeszcze wiele frustracji, ale nie ominą mnie piękne małe – wielkie wydarzenia z codzienności. Takie, które zapamiętam na całe życie, chociaż nie będę wiedzieć o której godzinie i którego dnia to się stało. Drobne gesty, długie rozmowy, najważniejsze dla mnie wartości, które przez nie są przekazywane. To wszystko dzieje się powoli i niespodziewanie wybucha w pięknym wydarzeniu, które wspominam leżąc w łóżku. Dzisiaj mogę żałować tylko swojego nastawienia, przez które straciłam parę godzin. Dziękuję za piękne chwile, dzięki którym czuję, że żyję, że moje marzenia (te, o których już zdążyłam zapomnieć również!) się spełniają. Krok po kroku. Wtedy, kiedy naprawdę tego się nie spodziewam.

Na koniec rozważam to dobro i przeżywam kilka razy na nowo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *